|
Gdzie jest ta delikatna granica oddzielająca fikcję od rzeczywistości? Czy poza naszym realnym, materialnym światem istnieje coś jeszcze, jakieś wyższe, inteligentne siły? Coś co nie egzystuje bezpośrednio w naszych umysłach, coś co nie było nigdy bodźcem powstania żadnej religii, żadnych wierzeń, żadnych zabobonów. Takie po prostu Coś, czego nasze ludzkie zmysły nigdy nie były i nigdy nie będą sobie w stanie wyobrazić. To Coś ukryte głęboko, będące poza naszym zasięgiem, mogłoby mieć nad nami nieograniczoną władzę – nawet jeśli nie tą, rozumianą w wymiarze fizycznym, to jest całkiem prawdopodobne, że bez przeszkód mogłoby igrać naszymi myślami, naszym indywidualnym „ja”. I co wtedy? Jak moglibyśmy się przed czymś takim bronić? Prawdopodobnie nikt nigdy nawet nie zadał by sobie takiego pytania, nikt z ludzi – bo kto z nas w normalnym, codziennym życiu miałby szansę dostrzec wpływ tego Czegoś, nie zdając sobie nawet sprawy z jego istnienia? A nawet gdyby ktoś to dostrzegł, natychmiast posłusznie musiałby o tym zapomnieć. Co by było, gdyby marionetki w teatrze lalek nagle zaczęły żyć własnym życiem, każda z nich zaczęłaby się sama poruszać? Przecież nadal ktoś mógłby pociągać za sznurki, narzucając im częściowo własną wolę...
Dzieci często przywiązują się do swoich zabawek. Pluszowe misie, samochodziki na resorach i z otwieranymi drzwiczkami, lalki które płaczą i inne tym podobne rzeczy. Dorośli też przywiązują się do swoich zabawek – samochodów, telefonów komórkowych, komputerów. Różnica polega na tym, że między dziećmi i dorosłymi istnieje pewna granica świadomości. Dziecko można bez trudu oszukać. Dorosły potrafi po trupach dążyć do upatrzonego celu. Dzieci, w przeciwieństwie do dorosłych, nie potrafią skutecznie walczyć o to, co im się podoba, ostatecznie wszystko zależy od ich opiekunów. Dorośli natomiast mogą wszystko. Mogą oszukiwać, kłamać, zabijać – mogą manipulować innymi, knuć spiski i wykorzystywać całe swoje życiowe doświadczenie jako oręż, wymierzony przeciwko przeszkodom, jakie stają im na drodze. Dzieci mogą być co najwyżej nieznośne, dorośli zaś – dorośli mogą być bez trudu prawdziwymi potworami.
Czy wszystko na świecie podlega ciągłej ewolucji? Czy nic nie stoi w miejscu i wciąż nieustannie się zmienia? Zmienia się wszystko, tyle że czasami szybciej, czasami wolniej. Umysł noworodka i dorosłego człowieka dzieli prawdziwa przepaść. Człowiek rozwija się z biegiem lat – rozwija się jego umysł, jego świadomość, jego ciało. A czy umysł, świadomość może się rozwijać także wtedy, gdy nie jest z nim powiązana żadna powłoka materialna?...
***
Stała na progu mojego mieszkania. Patrzyła na mnie, na jej twarzy dostrzegłem lekki uśmiech. Wyglądała tak jak zawsze, tak jak gdyby naprawdę nic się nie stało.
– Mogę wejść? – zapytała w końcu.
Nie rozumiałem ani słowa, z tego co do mnie na początku mówiła. W mojej głowie nagle zawrzało, pojawiły się dziesiątki pytań, setki przypuszczeń. Nie wiedziałem jak się wobec niej zachować, nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Kiedy pół roku temu zniknęła tak nagle, nie mogłem z początku w to uwierzyć. Po tym wieczorze, kiedy nie przyszła, zacząłem się niepokoić, zacząłem jej szukać. Nie pojawiła się jednak ani po tygodniu, ani po miesiącu. Wszelki ślad po niej zaginął. Boże! Czego ja nie robiłem żeby ją odszukać. Z początku było mi bardzo ciężko – potem zacząłem się przyzwyczajać do myśli, że nigdy więcej nie zobaczę jej cudownej twarzyczki. Miliony spekulacji na temat tego, co się mogło stać, przewinęło się wtedy przez moją głowę. Chyba najbardziej uwierzyłem w ten jeden wariant, który już miałem kiedyś nieprzyjemność poznać bliżej. Ale nawet gdyby chciałaby mnie dla kogoś zostawić, to przecież nie stałoby się to tak nagle. Z drugiej strony sam przecież dobrze wiedziałem, że ona była nieobliczalna. Czasami była z niej po prostu kompletna wariatka. Kto wie, może to wszystko ze mną było dla niej tylko niewinną igraszką? Może to była tylko niezobowiązująca zabawa, tak po prostu – dla miłego spędzenia czasu? Po raz drugi już w swoim życiu poczułem się jak pluszowy miś.
– Miśku, posłuchaj mnie jeszcze raz...
Spojrzałem na nią jak przez sen. Istne deja vu. I co teraz będzie? Może coś w stylu: „zrozum, jesteś dla mnie bardzo ważny, ale...”, albo może raczej w bardziej standardowym stylu: „przecież będziemy przyjaciółmi, zawsze nimi byliśmy”. Z drugiej strony, żeby wrócić po pół roku tylko po to, żeby powiedzieć coś takiego... Cała Amanda.
– To nie jest tak jak myślisz.
– Nie? Więc jak?
– Nie mogę ci tego powiedzieć od razu – jej głos był bardzo spokojny, lekko przyciszony – To będzie wymagało czasu.
Nie wytrzymałem, spojrzałem jej prosto w oczy szukając w nich dowodów na to, że ona jest obłąkana. W końcu opuściłem wzrok w akcie rezygnacji. Milczeliśmy przez chwilę.
– Chcę wiedzieć od razu, cokolwiek to jest... I proszę... Nie mów mi nic o czasie.
Amanda westchnęła.
– Dobrze, jesteś silny, więc chyba mogę spróbować – wstała z krzesła i podeszła do mnie.
Spojrzałem na nią. Pomyślałem sobie, jak cudownie wyglądała wtedy, za pierwszym razem, gdy spotkaliśmy się w tramwaju. Gdybym wtedy wiedział, co się potem stanie... Patrzyłem chwilę na nią, po czym odwróciłem wzrok w stronę okna. Było mi wszystko jedno, co od niej usłyszę. Może mi nawet powiedzieć, że to było zupełnie nagłe i platoniczne, a w dodatku całkiem przelotne – choć półroczne – uczucie do jakiegoś wampira z Podlaski.
– Krzysiek, spójrz na mnie.
Spojrzałem. Przede mną stała taka sama Amanda, jak wtedy gdy się poznaliśmy. Stado lodowatych mrówek przebiegło po moich plecach.
– Ale jakim cudem?! – przeleciało mi przez myśl.
Dziewczyna w białej koszulce i granatowej spódniczce uśmiechnęła się.
– To proste, jeśli tylko mi zaufasz i będziesz słuchał co do ciebie mówię.
Nie przestawała się uśmiechać. Boże! Ona czytała w moich myślach!
– Nie bój się, zaufaj mi. To że czytam w twoich myślach, albo to jak teraz wyglądam, to bardziej twoja niż moja zasługa – uśmiech na jej twarzy zniknął, ale za to pojawił się w ten trochę rozmarzony ton, który zawsze przybierał jej głos, gdy mówiła o czymś ważnym.
– Pamiętasz, jak kiedyś w dzieciństwie byłeś w szpitalu?
Pamiętałem. To był mój pierwszy i ostatni raz w życiu. Miałem chyba wtedy jakiś niegroźny wypadek. Pamiętam jak obudziłem się z narkozy i zobaczyłem moich rodziców stojących przy szpitalnym łóżku. Pamiętam uśmiech mojej mamy...
– Tak, o ten dzień właśnie chodzi – przerwała mi nagle w pół myśli Amanda. A czy pamiętasz coś jeszcze? Czy pamiętasz jak leżałeś pod narkozą?
– Nie, nie pamiętam – wolałem używać zwykłych słów, jakoś przeszkadzało mi to moje fizyczne milczenie z mojej strony...
– Uznałam wtedy, że nie jesteś jeszcze gotowy. Byłeś dzieckiem. Wiedziałam, że jeśli będziesz wszystko pamiętał, to może się to dla ciebie źle skończyć. I nie chodzi mi tu bynajmniej o niepokój rodziców, gdy będziesz im przedstawiał niewidzialnego przyjaciela – Amanda uśmiechnęła się na moment, w dalszym ciągu stojąc twarzą do okna i patrząc w przestrzeń.
– Poznałam tam wtedy ciebie. Byłeś taki... śliczny. Bardzo mi się spodobałeś. Nie powinnam była tam wtedy się z tobą spotkać... Ale co zrobić. Byłam tylko dzieckiem.
Niczego nie rozumiałem. Gdyby nie to co się przed chwilą stało na moich oczach, uznałbym ją rzeczywiście za obłąkaną. Jeszcze parę chwil temu... Teraz byłem skłonny raczej uznać, że to ze mną jest coś nie tak.
– Zabrałam cię wtedy do siebie. Cudownie mijał nam czas. Powiedziałeś mi wtedy, że chciałbyś tam ze mną zostać na zawsze. Nawet nie wiesz jak sama tego wtedy pragnęłam... Ale wiedziałam, że to niemożliwe. Nie mogłam cię przy sobie zatrzymać, nie mogliśmy być razem. Musiałam oddać cię twoim rodzicom – na twarzy Amandy wymalował się smutek. – Nawet nie wiesz jak bardzo cierpiałam czekając na dzień, kiedy znów się spotkamy, na dzień w którym będziesz na to spotkanie gotów. Mogłam jedynie na ciebie patrzeć i czekać... Czas mijał i mijał a ja mogłam jedynie patrzeć...
– Niektórzy nie mogą nawet i tyle, wiele by oddali, by móc popatrzeć na ukochaną osobę... – wyrwało mi się nieoczekiwanie.
– Wiem, o czym mówisz – Amanda wcale nie wydawała się być zaskoczona. – To było trochę niesprawiedliwe z mojej strony, ale zrozum – zrobiłabym dla ciebie wszystko, zrobiłabym wszystko, żebyśmy tylko mogli w przyszłości być razem. Przez cały ten czas myślałam, że mnie przez to znienawidzisz. Ale musiałam zaryzykować... Musiałam! Nie mogłam sobie pozwolić na oddanie cię nikomu innemu. Potem trochę wydoroślałam, ale nie przestałam się nigdy o ciebie troszczyć.
– Troszczyć? – coś mi się zaczęło nie podobać w jej głosie.
– Troszczyłam się o ciebie. Przykład – choćby szkoła. Miałeś z nią kiedyś jakieś problemy? Albo ludzie. Czułeś kiedyś, że możesz zrobić z nimi co tylko zechcesz, że czasami masz na nich jakiś niesamowity wpływ? Ale nie zawsze i ze wszystkim tak było. Ingerowałam także w ciebie. Wybacz. Przesadziłam trochę izolując cię od otoczenia aż tak bardzo. Nie powinnam była tego robić, ale się bałam. Dopiero gdy dostrzegłam swój błąd, starałam się to naprawić. I to właśnie wtedy – o ironio – pojawiła się w twoim życiu ona.
– Ona?
– Wiesz o kim mówię. Nie chodzi mi o tę z podstawówki – tamto było proste, choć trzeba było trzymać was z dala od siebie przez tyle lat. Ja mówię o tym, co było potem. Oboje mieliście silne osobowości. Zacząłeś dojrzewać. Podświadomie czułeś swoją niezwykłość, nauczyłeś się nią minimalnie władać... tyle że na IRC-u. To właśnie dlatego nie mogłam nic zrobić. Jeszcze wtedy było to dla mnie zbyt trudne...
– Czy znaczy to więc, że to ty... – poczułem wściekłość. Nie wiem co było gorsze – to że uwierzyłem w tą całą historię, czy to, że dowiedziałem się o największym świństwie jakie ktokolwiek się wobec mnie dopuścił.
– Tak to ja. Pamiętasz? Wtedy też był listopad. Nawet więcej – to był dokładnie ten sam dzień. Dokładnie dziesięć lat temu.
Na chwilę zapadło milczenie. W końcu moja złość gdzieś wyparowała. Poczułem jakąś dziwną ulgę, ulgę poznania prawdy, jakakolwiek by ona nie była.
– To był tylko rok. Ja byłam z tobą od dzieciństwa... – Amanda odwróciła się od okna i spojrzała w moją stronę. – Nie mówmy o tym już. Długa droga przed nami. Musisz się jeszcze tyle dowiedzieć. Pytaj o co tylko zechcesz.
***