|
– Krzysiek... Krzysiek!!! – z początku ciche i niewyraźne wołanie dobiegło w końcu do moich uszu. Odwróciłem się w stronę miejsca z którego ono dochodziło.
– No, wreszcie! Co z tobą człowieku, w jakim świecie ty żyjesz?! Wołam cię od minuty, a ty nic! – Paweł wydawał się być z lekka zirytowany.
– Paweł! Wybacz, chyba się nie wyspałem... – starałem się uśmiechnąć – Baza danych już gotowa?
– Już od dawna! Krzysiek, mamy jeszcze tylko pięć dni. Jak się nie pospieszysz, będziemy musieli tu siedzieć po godzinach. Wiesz, jak szef się denerwuje, kiedy mamy opóźnienia.
– Boże, co za praca. – westchnąłem. – A mogłem zostać strażakiem...
Odwróciłem się z powrotem w stronę monitora i zacząłem klepać w klawiaturę. – Klik, klik, klik... – nawet nie można się nacieszyć tym rytmicznym dźwiękiem, gdy umysł stara się przetrawić znaczenie setek symboli wędrujących po ekranie i jednocześnie tworząc całe pęki nowych.
Jeszcze tylko jedno kliknięcie na „Compile” i...
– 97 errors, 283 warnings.
– Cool. Chyba wychodzę z formy. – spojrzałem w miejsce, w którym wystąpił pierwszy błąd, i... oniemiałem. W oknie edytora, między kodem, zobaczyłem ni mniej ni więcej, tylko jakiś głupi tekst. Następny ułamek chwili wystarczył na tyle, żebym mógł sobie przypomnieć, co to jest.
– Jezu, zaczynam fiksować... Żeby w takim miejscu notować swoje głupie wierszyki, to już szkoda słów. I do tego nawet nie wiem, jak i kiedy się to stało. – Poczułem się co najmniej głupio i skasowałem ów „wierszyk”, a raczej coś, co dopiero miało nim zostać.
– Paweł, czy nie czujesz się czasami tak, jak gdyby te wirusy nad których unicestwieniem pracujemy, mściły się na nas? – spojrzałem na Pawła.
– Wiesz... Chyba za długo pracujesz jako programista, strażak to byłoby dla ciebie jednak idealne zajęcie – Paweł sam nie wiedział, jak zareagować na tak głupi tekst z mojej strony...
***
Dzwonek do drzwi. Nareszcie! Pobiegłem, otworzyłem, i... lipa. To nie była ona! Za drzwiami stała średniej liczebności grupka osób. – Co jest, kurde – pomyślałem i w tym samym momencie odezwał się Adam.
– Szliśmy właśnie się trochę rozerwać i przy okazji pomyśleliśmy o tobie. Dawno nigdzie z nami nie wychodziłeś. Stary, coś z tobą nie tak, na IRC-u nie odpowiadasz, jakby cię wcale nie było. Musieliśmy cię odwiedzić – uśmiechnął się w moją stronę, dając mi do zrozumienia, że już się dzisiaj od nich nie uwolnię.
– Słuchajcie, to bardzo miło z waszej strony, ale czekam dzisiaj na kogoś, więc...
– O, na kogoś szczególnego? – przerwała mi Monika.
– Tak, wychodzimy dzisiaj, więc sami widzicie, że...
– Ech, Krzysiek, co z tobą? Poczekamy tu aż się zjawi, przedstawisz nam ją, a potem sobie pójdziemy.
– Właśnie! Chyba nie będziesz miał nic przeciwko?
Szczerze mówiąc, to taki rozwój wydarzeń nie przypadł mi specjalnie do gustu, ale nie miałem też żadnych szczególnych powodów, żeby nie zgodzić się na ich scenariusz, więc grzecznie zaprosiłem wszystkich do środka.
– Dobra, właźcie!
Czas mijał szybko. Minuty, potem godziny... Impreza rozkręciła się na dobre. Ludzie bawili się, jak za starych dobrych czasów. Zaraz... Kiedy to ostatni raz organizowałem taką imprezę? Oj, dawno, bardzo dawno temu. Będzie ze dwa miesiące. Sam od dawna nigdzie nie wychodziłem, nic dziwnego. Zacząłem się chyba alienować. Ale co tam, miłość ma swoje prawa i moje otoczenie musiało to zrozumieć. Zabawne, sam nawet nie zwróciłem na to wcześniej żadnej uwagi. Chyba się starzeję... A'propos starzenia się. Ja tu się starzeję, a Amandy jak nie było, tak nie ma.
Nie wytrzymałem i zadzwoniłem. W słuchawce usłyszałem ten sam, przeciągły dźwięk, nikt nie odbierał...
– Krzysiek, będziesz stał tak z tą słuchawką, czy w końcu wykręcisz numer? – Adam patrzył na mnie z rozbawioną miną.
– Przecież wykręciłem – odburknąłem w jego stronę.
– Nie, nie wykręciłeś. Obserwuję cię od dłuższej chwili – głos Adama brzmiał przekonywująco.
– Mam automatyczne wybieranie numeru – powiedziałem odkładając słuchawkę, choć wcale nie była to prawda. Nie miałem jakoś nastroju na głupie żarty. Adam widocznie to zauważył.
– Słuchaj, a może pójdziemy razem do niej? Daleko mieszka?
Szczerze mówiąc, poczułem się w tym momencie co najmniej głupio. Czy ona mieszka daleko? Czy też może blisko? A skąd ja to mogłem wiedzieć? Ale jakim cudem mogłem nie wiedzieć?! Bo taka właśnie była prawda: nie znałem jej adresu, nie wiedziałem gdzie mieszka, nigdy u niej nie byłem... Spojrzałem na Adama, zastanawiając się co mu odpowiedzieć. W końcu zdecydowałem się powiedzieć coś neutralnego.
– Musiało jej coś wypaść nagłego... Ma odpowiedzialną pracę. Dzisiaj już chyba nie przyjdzie.
– Dzwoniłeś do niej na komórkę?
– Też nie odpowiada.
– Ale przecież nawet gdyby coś jej wypadło, powinna była cię uprzedzić.
– Dobra, nieważne. Jutro się dowiem, co się stało – jakoś nie chciałem kontynuować tej logicznej poniekąd rozmowy. Sam z siebie wiedziałem że coś jest nie tak i Adam wcale nie był mi potrzebny do tego, żeby sobie to uzmysłowić.
Po kilkunastu minutach mój nieco opóźniony refleks kazał mi rozejrzeć się w poszukiwaniu Amandy w Sieci. Niestety, nie znalazłem jej ani na IRC-u, ani na ICQ. Wysłałem jej wiadomość na e-mail i oddałem się biernemu czekaniu. No, może nie tak do końca biernemu... W końcu miałem w domu imprezę, głupio by było ten fakt zignorować... Tak też upłynęło mi kilka następnych godzin.
Amanda tego dnia już się nie pokazała.
***