|
Minęły lata. Świat się bardzo zmienił, nie przypominał już ani trochę tego świata, jaki widziałem oczami dziecka. Kochałem patrzeć na to, jak się zmienia. Kochałem Amandę... Może właśnie dlatego wtedy zdecydowałem się odejść. Nie było już nic, co by mnie tak naprawdę trzymało w mojej ludzkiej postaci. Nareszcie mogłem być naprawdę wolny, naprawdę szczęśliwy. Wzniosłem się ponad wszystko, otrzymałem dar, który niedostępny jest większości śmiertelników, o którym wie tylko garstka, a który otrzymali nieliczni. Stałem się jednym z nich i poznałem, jak bardzo różni się wszechświat widziany ich oczami. Ludzie nawet nie wiedzą, jak wiele tracą przez to, że są tylko ludźmi. Jak niewielu z nich potrafi wybić się ponad własną cielesność i poszybować w świecie marzeń... Jak niewielu z nich potrafi naprawdę żyć pełnią życia i być kimś więcej niż tylko cielesnymi istotami zamieszkującymi ziemię. Wystarczy otworzyć oczy i wznieść się pokonując wszelkie horyzonty, wyzbyć się strachu i odrzucić to wszystko, co obciąża umysły niczym ołów, dostrzec światło, które pali się dla każdego człowieka i podążać za jego blaskiem. Nic we wszechświecie nie jest naprawdę doskonałe, ale też nic nie przestaje dążyć ku doskonałości. Istoty wyższe też nie są doskonałe i – podobnie jak ludzie – popełniają błędy. Słabsze jednostki mogą paść ofiarą silniejszych. Czystość może zostać skażona, zło może zwyciężać dobro. Ale to, jak przeżyjecie wasze ziemskie życie, w znacznej mierze zależy tylko od was... Nie oczekuję, że od razu zrozumiecie. Wiem, że się obawiacie. Obawiacie się nas, obawiacie się zmian. Nawet ja nie znam przyszłości i nie powiem wam jak to się skończy. Ale obiecuję, że was nie opuszczę, że zostanę tu z wami tak długo, jak tylko będę mógł, i że zawsze będę wskazywał wam właściwą drogę. Jestem wam to winien.
Byłem kiedyś jednym z was.