Widok był inny. Pewnie nigdy się nie dowie, jak do tego doszło, ale kanał był w rozsypce: starzy użytkownicy pozbawieni hostów. Kick, kick, kick... wszyscy wylatują raz za razem, starają się wrócić... a na górze @ASHANTI
<ARMAGEDON> ASHANTI przestan...
REQUEST CHAT FROM ASHANTI
DO YOU ACCEPT
D O Y O U A C C E P T ? ? ?
Yes
ASHANTI: „Będę tworzyć rozmachem szaleje mi ramię hartownym młotem będzie mi płomień mej siły...”
ARMAGEDON: „O czym ty mówisz człowieku? Po co ten bałagan... Nie znam cię, wpadasz na MÓJ kanał i walczysz? Po co? Dlaczego?”
ASHANTI: „Kiedy umrze instynkt, nareszcie będziemy wyzwoleni... nie będzie powodu analizować, pytać, dociekać. Nasze ja będzie NASZYM JA. Wtedy zapanuje miłość. Nieskrępowana i nieograniczona konwenansami szarego świata: miejscem, czasem, ślubem, przywiązaniem. Nowy, prawdziwy świat, gdzie uczucia zapanują nad rozumem, a słowo »kocham« nie będzie czymś równie zakazanym, jak »kurwa mać« na kanałach...”
ARMAGEDON: „Człowieku, ty jesteś chory... Potrzebujesz pomocy. O co tobie chodzi?”
ASHANTI: „Ucz się. Zacznij być ludzkim. Twój maleńki burdelowaty pokój to jeszcze nie cały świat. Twoje krzywdy i niepowodzenia to jeszcze nie cały świat. Twoje kompleksy, milcząca obecność i nieobecność to jeszcze nie cały świat. Teraz to zrozumiesz boleśnie. Będę tworzyć – dostosuj się, pozwól działać instynktom albo... odejdź w zapomnienie. Tako mówi ASHANTI. Mam do tego prawo, bo byłam tutaj zaraz po tobie. Nigdy mnie nie widziałeś? Więc pora – teraz mnie widzisz. Twoja decyzja, czy ostatni raz. ARMAGEDON – ojcze stworzenia... Jestem równa tobie... Jestem nawet lepsza, bo ja żyje, a ty? Wegetujesz... Patrzę na ciebie codziennie i...”
ARMAGEDON: „ASHANTI, jesteś kobietą? Skąd ta złość. Ja ciebie nie znam, więc skąd ty znasz mnie...”
Przerwało: ekran zamigotał, potem ciemność. System wisi. Przecież miał wszelkie zabezpieczenia, programy obronne i zautomatyzowane skrypty do ataku atakujących. Ale był poza systemem. Ona to zrobiła. Kim była? Życie zmieniło swoje oblicze. A ból był straszny. Jak ona mogła powiedzieć to wszystko?! Przecież to nieprawda. Nieprawda? Na pewno? Przecież w końcu tak właśnie żył. Ale skąd? Skąd ona wie? Skąd ona wie? Restart. Nie mógł wejść na hosta. On – właściciel kanału – nie mógł dostać nawet hosta. Gospodarz był tylko jeden – ASHANTI...
<ARMAGEDON> ashanti to nie jest rozwiazanie
...kanał był pusty jak nigdy...
<ASHANTI> jestescie dziecmi gorszego boga... Stworze was na nowo...
<ARMAGEDON> to jakas paranoja
<ARMAGEDON> ashanti jestes nawiedzona... o co tobie chodzi...
<ASHANTI> o prawde, o czucie, o milosc...
<ASHANTI> O MILOSC slawku......jeeeeeeezu, znała go, znała jego imię...
<ASHANTI> rozsadek musi zginac, zasady, fasady, konwenanse rowniez - rozumiesz?
<ASHANTI> ten kanal umieral do tej pory powoli przez ciebie - jestes martwy, a ja jestem zyciem...
<ASHANTI> jestes ulomny, a ja zdrowa
<ASHANTI> slawek...
<ASHANTI> chce ci tylko pomoc... bo cie kocham idioto od poczatku...
<ARMAGEDON> ale ja ciebie nie znam...
<ASHANTI> szukaj mnie wsrod zywych jesli potrafisz... zeby mnie znalezc - musisz byc, a ciebie ciagle nie ma - nawet teraz......pojawiła się Elza...
<elza> Armagedon co jest grane?
<ARMAGEDON> pytaj sie jej... ja... ja musze odejsc...
<elza> przestan!!! o co chodzi?
<ASHANTI> no wlasnie odejdz - to wszystko na co cie stac
<ASHANTI> panika, histeria, uzalanie sie nad soba... caly slaweczek
<elza> ashanti przestan
<elza> dlaczego to robisz?
<elza> skad u ciebie tyle zlosci
<ASHANTI> on jest moja zloscia... bede tworzyc nowy swiat - zobaczysz - spodoba ci sie ale to trzeba zrobic od poczatku i ON musi podjac decyzje czy zyje czy tez umarl na tym swoim AWAY z wodeczka...
<elza> chyba nie masz racji nie wiem... to nie jest w porzadku...
<ASHANTI> a co jest w porzadku? patrzenie jak ktos zdycha za zycia?!
<ARMAGEDON> ide
<ASHANTI> idz i pamietaj rozsadek umiera od dzisiaj - szukaj mnie w realu bo tutaj i tak mnie nie znajdziesz tak naprawde...
<elza> ARMAGEDON?Wyłączył komputer. Zamarł w tak dalekim bezruchu, że nagle usłyszał całe miasto pędzące na jego spotkanie zza brudnych szyb jego kawalerki. Był taki obnażony. Zasłonił firanki, chociaż to był tylko gest, nic więcej. Nie poczuł się od tego bezpieczny. Sięgnął po zapełniony do połowy kieliszek – pozostałość po wczorajszym zwykłym wódczanym dniu. Zaraz zaraz... Przecież to ONA powiedziała coś takiego. Szkło zamarło w połowie drogi do ust. Ręka opadła bezwiednie. Wstał, poszedł do kuchni i wylał całość z kieliszka do zlewu. Potem to samo zrobił z zawartością butelki i jeszcze dwóch innych kupionych na weekend. Tak do końca nie wiedział, dlaczego to robi. Kim ona była i co znaczyło, że posunął się do tak zdecydowanego kroku. Zdecydowanie było niespotykane w jego życiu od dawna. To były bardzo ciężkie dni, Sławku. Sam w domu – to normalne. Ale tym razem zupełnie sam: bez towarzyszki w płynie, bez kanału, bo bałeś się jej. I jeszcze wiadomość na mailu. Od niej. „Słaby człowieku. Nie obronisz się przede mną. Trzy lata ustępowałam, udawałam, dostosowywałam się do Ciebie, do Twoich ułomnych wartości rodem z kostnicy. Już nie. Już nigdy więcej, Sławek. Nie obronisz się przede mną. Twój rozsądek tym razem przegra. Martens był od ciebie silniejszy, pamiętaj o tym. Czy Ty jesteś w stanie żyć tak głęboko, jak on? Chcę wierzyć, że potrafisz. Sprawdzę to, bo... bo mi zależy ty idioto na Tobie, a Ty? Jak zwykle demonstrujesz tylko strach... strach ARMAGEDON!!! Nie pozwalam. Nie obronisz się przede mną... ASHANTI”
Zajęcia były udręką. Miał wrażenie, że wszyscy go obserwują – jakby wszyscy studenci byli użytkownikami kanału i potępiali go, że tak łatwo oddał władzę, tak łatwo się poddał. Jakby wszyscy wiedzieli, jak marne jest jego życie. Jakby znali go od podszewki. 8 godzin męki. Musiał to znieść. Wybiegł szybko z uczelni. Do najbliższego baru – napić się. Musiał. Tak, pewnie tak do tego wszystkiego był także alkoholikiem. Sięgnął do torby po portfel. Na kontuar wypadła kartka. Odruchowo odwinął ją: „Nie zrobisz tego słaby człowieku... ASHANTI”. ZNAŁ JĄ... i nie wiedział, kim ona jest. Jego przerażenie sięgnęło szczytu. Jeśli świat może rozpadać się w ciągu sekundy, Armagedon miał właśnie taka sekundę. Obnażenie. Tak to czuł i nie miał sposobu ucieczki. Co gorsza Ashanti zaczęła go pociągać swoją odmiennością. Była zdziwaczała być może, ale była... A on? On już od dawna w sumie nie tyle był, co egzystował na płaszczyźnie zawieszonej gdzieś pomiędzy rzeczywistością, upojeniem alkoholowym, a IRC-em.
Ashanti. Nie wiedział, jak wyglądała, nie wiedział, jaka jest naprawdę, bo przecież te wszystkie teksty na kanale to po prostu maska, która kryła kogoś, kto miał więcej odwagi niż on pomnożony dziesięciokrotnie i podniesiony do kwadratu. Wyszedł z baru bez kieliszka. Cholera, przez tą dziewczynę łamał kanony, przez nią zarastały utarte ścieżki, a on wcale nie czuł żalu, wręcz odwrotnie: był jej poniekąd wdzięczny, że pokazała mu prawdę, którą znał, ale już dawno ukrył przed samym sobą i całym światem tak głęboko, że nie szło się do niej dogrzebać.
Ashanti. Była realna i na wyciągniecie ręki. Teraz, po wyjściu z baru, miał siłę, by tą rękę wyciągnąć, powiedzieć: „Masz rację, jestem taki, ale chcę się zmienić, wrócić do samego siebie. Pomóż. Obiecałaś”. Ale nie wiedział, w którym kierunku powinien ją wyciągnąć. Ashanti była gdzieś blisko, a jednocześnie jedyne miejsce, gdzie mógł ją znaleźć, to był kanał, z którego go wypędziła. Sławek bezwiednie przyspieszył kroku. Do domu, do domu, do domu – jednostajny rytm kroków, kół tramwajowych i w ogóle całego miasta.
– O boże! – stanął jak wryty na środku ulicy. – Mam cel, chcę tego, znajdę cię, Ashanti. – Pewnie sam nie wiedział, że krzyczy na środku ulicy, mijany przez ludzi wracających do pudełkowatych domów, telewizorów i psów, które cały dzień siedziały pod drzwiami i wyły w oczekiwaniu na swoich właścicieli. On też. Przerwał, dopiero gdy wokół zaczął zbierać się tłumek gapiów. Uśmiechnął się do nich i gnał jak szalony. Przestał być takim psem zamkniętym na wiele godzin w czterech ścianach, oczekującym pieszczoty, spaceru. Cel... nieeeee: CEL – jak wielki eksperyment z własnym nijakim, jak dotąd, życiem. Niczego sobie nie obiecywał – przyciągała go po prostu inność Ashanti, niecodzienność i bajkowa odwaga: nierealna, ale i silna. Ashanti, której z rozmachem szaleje ramię. Ashanti, która tworzy. Ashanti, która jest blisko i nie można jej dotknąć. Odpalenie komputera po wejściu do domu to tylko kwestia sekund. Jest kanał, hasło. Rzut oka... Jest.
<ARMAGEDON> witaj Ashanti
<ARMAGEDON> masz racje
<ASHANTI> jestes pewien
<ARMAGEDON> jestemquery...
<ASHANTI> wiedzialam, znam cie dobrze
<ARMAGEDON> czy... ja ciebie tez znam ... dobrze
<ASHANTI> slawek ty nie znasz dobrze nawet siebie
<ASHANTI> od ilu lat nie zauwazasz swiata, nie zauwazasz slawka...
<ARMAGEDON> chce cie poznac...
<ARMAGEDON> jestes przeciez blisko... ta kartka...
<ASHANTI> tworze slawek
<ASHANTI> stworze cie na nowo
<ASHANTI> potem mnie poznasz
<ARMAGEDON> ale myslalem ze bedziesz blisko ze pomozesz
<ASHANTI> pomoge ale tutaj bo tutaj jest nowy swiat stad jest moja sila i rewolucja...
<ARMAGEDON> juz nie... juz nie musisz mowic w ten sposob... rozumiem
<ASHANTI> dobrze juz nie bede :)))))
<ARMAGEDON> smiejesz sie?
<ASHANTI> usmiecham i... dziekuje
<ARMAGEDON> ty mnie?????????
<ASHANTI> tak
<ASHANTI> kiedys...
<ASHANTI> byc moze zrozumiesz
<ARMAGEDON> kiedy?
<ASHANTI> jak uznam ze juz czas ze juz zyjesz... pamietaj poki co to ja jestem gora ale... dziekuje oki?
<ARMAGEDON> nie mam wyboru przewodniku :))))
<ASHANTI> wiec zacznij zyc, w domu, w pracy, na ulicy. Bede patrzec, bede wiedziec... Pamietaj - chce w tobie czlowieka a nie AWAY... Ehhhhh dlaczego ja to robie... Po prostu zacznij zauwazac ludzi i siebie, moze z czasem zauwazysz tez mnie...
<ARMAGEDON> wtedy sie poznamy naprawde?
<ASHANTI> tak...Oto opowieść o świecie, którego nie ma, a jednak spotkało się w nim dwoje ludzi. On – już od dawna nie czuł, Ona – czuła, choć jej myśli krążyły niezbadanymi ścieżkami. Oto opowieść jak z bajki o tym, jak się nie poznali, a jednak zrozumieli, w świecie, którego nie ma, z którego przyszedł Armagedon i spustoszył człowieka zwanego Sławkiem. I opowieść o Ashanti, która widziała to i pomogła wyjść Sławkowi z cienia. Oto opowieść o krainie IRC-a, świecie, którego nie ma.
Kolejny dzień wstał dla Sławka inaczej niż poprzednie. Po pierwsze nie obudził się na klawiaturze komputera z odorem alkoholu w ustach. Prysznic, śniadanie i do pracy. Miał CEL. Spotkać ją, poznać, być pewnym. Pierwszy raz szły mu wykłady. Był pewien siebie, a studenci najpierw zdziwieni, potem już ufni, bardziej niż zwykle zainteresowani tym, co robi. Podobało mu się to. Wydawało mu się, że osiągnął cel. Że otwarte zostały od dawna zamknięte drzwi. Tak mu się wydawało.
Kryzys przyszedł koło obiadu. Chciał pić. Musiał pić. Kiedy popijał normalnie, nie odczuwał tego w ten sposób. Nie czuł się alkoholikiem. Nie docierało do niego, że poszukuje mitu. Stworzenia nierealnego. Przecież to mogła być gra. Tyle na kanale pustych słów, wymyślonych a ciężkich opowieści o życiu. Raz nawet słyszał, jak ktoś mówił o dziecku. Swoim dziecku, które utonęło w basenie. Historia prawdziwa czy wymyślona? A teraz on sam poddał się pędowi do czegoś, czego być może nie ma. Ale chciał tego i to było najważniejsze. To się tylko liczyło.
Niestety, jeszcze miał przed sobą godziny zajęć. Największy sprawdzian. Nigdy nie lubił tej pracy i co gorsza studenci o tym wiedzieli. Wyciskali go jak cytrynę. Pierwsze godziny poszły nad podziw dobrze. Był pewny w głosie, wyluzowany. Ze zdziwieniem stwierdzał, że to przynosi efekty, najpierw w postaci zdziwienia, potem ulotnego kontaktu i zrozumienia. Metoda. Wyglądało to tak, jakby ktoś otworzył już od dawna zamknięte drzwi. Pokłady energii i świadomości własnego istnienia były efektem posiadania CELU. A on go miał. Tak mu się przynajmniej wydawało. To było wystarczające, żeby się podźwignąć. Tak mu się wydawało. Alkohol był – jak się okazało – problemem. Wcześniej – kiedy pił – nie czuł się alkoholikiem. Jak chciał teraz przestać, okazało się, że bez wódki ciężko. Bardzo ciężko. Wchodził do baru i wychodził. Wchodził i wychodził. Była obiadowa przerwa. Zawsze tu wpadał, bo nie wpadali tu studenci. Był bezpieczny i u siebie jakby. Ale teraz? Obserwowany być może. Choć to nie miało największego znaczenia. Bardziej bolało go, że w ten sposób być może traci jedyną szansę poznania Ashanti. Mógł ją sobie wyobrazić, ale zawsze wychodziła z wyobraźni umięśniona kobieta z mieczem u boku. Bał się jej i pragnął. Picia też, ale jej chyba bardziej. To były długie zmagania. Nieraz ratował się ucieczka do własnego domu, do komputera, gdzie była ona. Gdzie była pomoc dla niego. Ashanti. Ona nabijała się z niego. Dawała mu marne albo nijakie szanse na obronę czy wytłumaczenie.
<Ashanti> jestes alkoholikiem slawek
<Ashanti> przyznaj sie po prostu sie przyznaj
<armagedon> nie jestem Ashanti nie mow tak
<Ashanti> to nie pij
<Ashanti> pa
<armagedon> zostan...
Najczęściej nie zostawała, a jeżeli już to po to, żeby mu jeszcze dołożyć. Tym niemniej każdego ranka budził się z postanowieniem, że dorówna Ashanti, że ją spotka, że zacznie nowe życie. Tak minęło bodaj pół roku.