Trzy lata sprzedawałem małolatom maryhę i inny gnój. Od godziny nie żyję.
<martens> re
<elza> hi martens
<> hejka
<krzysztof> :))
<martens> oooo
<martens> elza bezimienny - znowu gruchacie
<martens> moze sie juz pobierzcie hehe
<martens> zrobimy wam wesele na ircu hehe
<elza> przestan marcin
<martens> :))))) hehehehehehe
<listek> jak zwykle zlosliwy i radosny
<martens> taki juz jestem dziecinkoIRC to przypadek, jak zarobiłem na prochach, to sobie kupowałem różne takie tam, co to ich bym nie miał, gdyby nie cash z maluchów. Kupiłem komputer, potem założyłem IRC-a i byłem... zupełnie inny – nie mogłem przecież powiedzieć, że handluję. Najpierw, bo się bałem, że ktoś z IRC-a mnie sypnie, potem... bo mi wstyd po prostu cholera było.
<listek> jak to bierzesz martens - opanuj sie!!!
<martens> bez przesady pare sztachow nikogo nie zabilo
<krzysztof> od tego sie zaczyna
<martens> ty co ty wiesz mlody jestes
<krzystof> moze tak ale stracilem kolege - tez bral tylko troszke
<martens> oj dobra odpuscmy listek?
<listek> tia?
<martens> ladna z ciebie dupcia hehe
<listek> oj qrde z toba nie mozna powaznie
<> to fakt z nim nie mozna :)))
<martens> takiego mnie kochacie heheNo fakt, takiego mnie kochali, a ja... poznałem Listek. Nieee, nie ze zdjęcia – na żywo. Cholercia, dziewczyna mieszkała dwa bloki dalej na tym samym osiedlu, pierniczona Warszawka – dwie ulice dalej, a ja musiałem laskę poznać przez serwer w Stanach, hehe. Agata – dobra i miła. Zazdrościłem jej ułożenia i odpowiedzi na prawie każde pytanie – słusznej, odpowiedniej i tak kulturalnej, że aż mnie w dołku ściskało. No i zakochałem się z IRC-a, a mówią, że to bajka, że takie sprawy się nie przytrafiają nikomu. Widać ja jestem „nikim”, bo mnie się udało. Tyle, że to był początek końca. Miesiąc później już nie żyłem, a raczej nie żyję. Aaaa, co za różnica. Nie ma mnie po prostu, nawet w IRC-u – choć to też nie real, a wirtual. Hehe, fajnie by było mieć możliwość przenikania do realu... eee, znowu plotę głupoty.
Więc tak. Oczywiście zabili mnie. Nie tam jakiś durny wypadek czy inne gówno. Strzał, parę pałek i ruskich i załatwione. Żal tylko Agaty – kochałem ją naprawdę. I przez nią nie żyję zresztą. Ehhh, życie – takie pokręcone. Całe życie miałem się za nikogo, aż do czasu kiedy poznałem Mirka, a on zapoznał mnie z dragami. Ponieważ nie pasowało mi ich branie, postanowiłem sprzedawać – zgodnie z założeniem, że po co się truć, jak inni mogą się truć, podczas gdy ja będę zarabiał. Wredna świnia byłem po prostu, szczeniakiem, który myślał tylko o kasie, a nie o ludziach. Aż do IRC-a... Aż do Listka... Aż do Agaty... Bo z tym IRC-em to całkiem dziwnie jest, wiecie? Ja naprawdę nigdy nie widziałem tych ludzi. Parę dup przysłało mi drutem zdjęcia. Hehehe, niektóre niezłe nawet były... Ale ja nie o tym. Nie znałem ich, a raczej znałem czasem lepiej, niż świat dookoła, niż ojca pijaka i tą... matkę. Jeeezuuu, ja naprawdę nie wiem, dlaczego tak to się stało. Przy nich byłem kimś innym, byłem lepszy, ciut prostak, ale szlachetny na kanale, przyjaciel młodych lamerów itp. itd. – same zalety. Dużo mnie to kosztowało. Czasem... w życiu chciałem, żeby było tak samo... żeby byli tacy ludzie. Oj qrde, no żebym ja był taki, jaki byłem tam.
<elza> martens z ciebie to sie mozna ubawic
<martens> :)
<martens> ooooooooo kochasia sie odezwala
<martens> bezimienny i ty jej pozwalasz jeszcze sie za nia wezme hehe
<> nie ma szans martens - przy tobie zmarlaby ze smiechu...przy mnie, mój drogi bezimienny, ludzie umierali z innych powodów...
<martens> tiaaa napewno
/nick smiechu
<smiechu> |o|
<> :))
<elza>
<listek> hejka :)))
<smiechu> moja agatka :))))))))))))
<listek> twoja?
<smiechu> no pewnie a czyja
<> hehe znowu przyjaral
<smiechu> bezimienny przestan nie prowokuj :(
<> sorki
<> ale to prawda
<smiechu> juz nie
<listek> naprawde
<smiechu> :)
<listek> Marcin?
<smiechu> ?
<listek> cmok :))
<smiechu> :))...czy to był najpiękniejszy dzień w moim życiu? Chyba tak, tym bardziej, że ostatni, hehehe. Kiedy rozmawialiśmy, chodziliśmy na spacery – brzmi jakby latami, a to tylko 4 tygodnie – powtarzała zawsze: „Marcin, nie musisz tego robić, jesteś mądry i dobry, tam na IRC-u nie udajesz, a raczej czasem nie udajesz. To tutaj się zgrywasz na kogoś innego, na mafioso czy co?! Takiego cię nie chcę... Chcę cię tamtego – z IRC-a”. No pewnie ja też, ale w tym świecie mnie już takiego być nie mogło. Już nie. I zupełnie nie wiem, kiedy to się stało... kiedy umarł Marcin, a ożył ten skurwysyn, którego potem zabiły inne skurwysyny.
„Marcin?” – „Tak?” – „Bierzesz?” – „Nie Agata, już od dawna nie.” – „To skąd to wszystko w szafie?” – „Zaglądałaś do szafy? Po co?” – „Nie, sama się uchyliła – masz skopany zamek.” – „Nie rozmawiajmy o tym Agata, nie chcę żebyś wiedziała na ten temat cokolwiek.” – „Na jaki temat?” – „Na żaden, okej?!?!” – „Nie, nie okej. Marcin!!! Sprzedajesz?!” – „Tak.” – cisza. To było tydzień temu. Wyszła bez słowa, wyszła wypruta ze wszystkiego, z uczuć, z wartości. Mówiła wcześniej - „Bierzesz? Ja cię wyleczę.” – A ja... zdrada. – „Nie kochanie, nie biorę, zabijam innych. Jestem za sprytny żeby zabijać siebie.” Wyszła, nawet nie trzasnęły drzwi. Cały tydzień na IRC-u próbowałem do niej zagadać. Na różne sposoby. I właśnie dzisiaj nad ranem, kiedy bezimienny powiedział, że przyjarałem, ona zrozumiała, co chcę powiedzieć. Już nie, dla niej – koniec z dealerką, dla reszty wystarczy, że nie jaram. Gdybym żył, powiedziałbym, że to była najlepsza decyzja w życiu... i... ehhh, była...
<listek> cmok
query:
<smiechu> przyjde
<smiechu> moge?
<listek> szybko gluptasie :))...nie zamknąłem kompa. Biegnąc przez plac, pomyślałem, że staruszkowie załatwią mnie za rachunek, ale co tam. Agata... dla niej to warto. Ona i IRC dali mi nowe życie. Elza, Bezimienny (za dwa dni jedzie do elzy, hehe – jeszcze będzie z nich para), Krzysztof i... ehhh, oni wszyscy Tromba, Jacol, Misska... po co wymieniać – mój świat. Kiedy otworzyła drzwi, położyła mi palec na ustach, potem... potem usta na ustach, dłonie na dłoniach, słowa? Nieee, słów nie było. „Nie mów nic – wierze.” – „Agata...” – „Nie mów, proszę”. To nie był seks, po raz pierwszy w życiu to nie był, kurde, seks. Miłość? Skąd ja znam takie słowa?! Ja – twardy Martens dealer. Ja nie wiem, ile to było godzin. Ja nie wiem, ile to było chwil. Może wieczność? Może... Po prostu wiedziałem, że warto... że warto było nad ranem cały ten wór śmiecia wywalić do kosza i podpalić. Wtedy płakałem i żałowałem, że już nigdy nie będę taki, jak na IRC-u, taki, jakiego pokochała mnie Agata. To dla ciebie, listek; to dla ciebie, Elza; to dla ciebie, Bezimienny; to dla ciebie, Mlody – masz racje, nie powinienem; to dla ciebie, Martensie z IRC-a – zazdroszczę ci... Agaty, życia. Spaliłem towar dla wieczności zaklętej w chwili w ramionach Agaty, żeby poczuć się ircowym Martensem. Potem? Potem musiałem zginąć. Mafia nie wybacza. Strzelili do mnie, jak wracałem od Agaty. Była 23:00. Pomyślałem: „Dobrze, że nie wyłączyłem kompa – mogę od razu wskoczyć na IRC-a. Listek tam już będzie”. I to tyle...