Olimpiada      Świat, którego nie ma (1)
     Erg, ilustacje: eripmav

IRC wykroczył poza ramy zwykłego pojmowania przyjaźni, znajomości, a czasem nawet miłości... Czasem można powiedzieć: „to sztuczne, zmyślone i nierealne”. Z drugiej jednak strony – co z ludźmi, którzy są częścią IRC-a? Nie są realni? Kiedy czasem zasiadam do kolejnego rozdziału nie zasiadam do odkrycia prawdy absolutnej. Spisuję jedynie czyjąś prawdziwą opowieść lub wymyślam nową na podstawie obserwacji.

Podniosła głowę obudzona promieniem porannego słońca, zza lekko przybrudzonej szyby. „Muszę umyć”, pomyślała po raz setny chyba od dwóch tygodni. Palce zatopiły się w długich, jasnych włosach, mimo że ręce jeszcze ścierpnięte były od ciężaru głowy. Ile spała? Kilka querów otwartych, ale kwestie raczej zakończone. Tylko okno [ernesta] jakby nie: „spisz?!” – ostatnie zdanie. Miły chłopak, młody i naiwny.

Kolejny dzień... do pracy? Można iść: zwolnienie się kończy. Coś trzeba robić. Ale... żeby jeszcze raz. To było prawie seksualne, takie prawdziwe, choć na końcach drutu. Jaki on jest? Jakie to ma znaczenie, może gruby i brzydki, a może... jakie to ma znaczenie? „00100100” – wszystko w dwóch cyferkach – ona chyba znalazła to, czego nie dostała nigdy w realu. Problem tylko jeden: jak to nazwać? Czy istnieje takie... uczucie?

To było innym razem. Dużo później. Była skłonna pogodzić się z myślą, że próbuje czegoś nieosiągalnego, miłości, której mieć nie będzie. Skończyły się długie zapłakane noce, smętne dni między kuchnią a komputerem w oczekiwaniu na męża, a potem na to, że nareszcie sobie pójdzie, a ona będzie mogła zasiąść do klawiatury. To było innym razem. Nie pamiętam – dużo później chyba. W zasadzie byłam pewna, że nigdy niczego z tego nie wyciągnę poza ulotnymi wrażeniami i marzeniami tak nierealnymi, że nawet czasem szkoda sobie było głowę zawracać. Takiej miłości nie ma, a już na pewno nie ma jej na odległość, nie musiałam już płakać po nocach i męczyć się kolejnym dniem oczekiwania, bo wiedziałam że nie ma szans, że trzeba chwytać to, co jest – nic innego przecież mnie nie spotka. Zresztą mąż teraz często wybywa, może sobie kogoś znalazł. To było innym razem.

<> przylatuje do kraju...
<elza> to fajnie kiedy?
<> przyszly tydzien
<> przyjade do ciebie

Przyjadę do ciebie. Przyjadę do ciebie. Ten tekst – jak zwykle na ekranie, nagle zabrzmiał w jej głowie jak wybuch. To znaczy jak – on tutaj?! A gdzie mąż? Też tutaj, może pójdzie. Przecież ja go nie znam. Kogo? Męża nie znasz? Nieee jego Jego, JEGO nie znam. Nigdy nie myślała... Nigdy nie myślałam, że do tego dojdzie... Nie myślała, że do tego dojdzie. To się nie miało stać. To się nie stanie, nieee, nie mogę do tego dopuścić. Papieros, nerwowe kroki, szybki oddech, panika, a jednak... za tym wszystkim... oczekiwanie? To wszystko na nic – ja chcę...

<elza> nie mozesz do mnie przyjechac

„...przyjedź...”

<> ?
<elza> mam meza przeciez wiesz
<> wiem ale jakie to ma znaczenie - was juz nie ma razem
<elza> przestan nie mozesz

„...proszę...”

<elza> to juz nie jest zabawa
<elza> na ircu jest inaczej
<> elza przyjezdzam do ciebie i koniec
<elza> nie!

„...tak...”

<> tak
<> elza?
<elza> tak?
<> mam na imie Dominik
<> przysle ci zdjecie - musisz mnie poznac na dworcu
<elza> Dominik
<> tak?
<elza> nie tak tylko sobie mowie

/nick dominik

<dominik> tydzien - poznamy sie naprawde
<elza> robisz blad
<dominik> nie
<dominik> ukladam zycie
<elza> a co ja mam do tego
<dominik> ty jestes jego poczatkiem, inspiracja i czescia
<elza> dzieki ale to tylko slowa dominiku hihi ladne imie :))
<dominik> tx to nie slowa
<dominik> ja przyjezdzam naprawde
<elza> nie mowmy juz o tym dzisiaj
<dominik> kocham cie

Przyjedzie. Jak to będzie. Co ma zrobić i jak to rozegrać? Wyjazd... tak – wyjazd z domu. Dlaczego miałabym tak nagle wyjechać? Koleżanka? Może być. Trzeba ją zawiadomić, żeby potem nie sypnęła czegoś niechcący. Hihi, Dominik. Jak przed wielu laty – kiedy była siedemnastką, szukała dróg, aby spotkać się z ukochanym, myślała w co się ubrać, czy będzie się podobać. Nie myślała tylko o jednym. Jak będzie dalej? Co będzie dalej?

7 dni ma tydzień, 24 godziny każdy dzień – z tego połowa na IRC-u. Plany przygotowania. Już jest w drodze.

<dominik> zaraz lece na samalot
<elza> hihi lece na samolot - smieszne
<dominik> nio
<dominik> juz jutro elza
<elza> juz jutro dominiku

...takie ekscytujące, niepojęte, namiętne, tajemnicze. Takie... inne od wszystkiego. Jezuuu, nie będę się mu podobać. A jakie to ma znaczenie, Elzo? O czym będę z nim rozmawiać. O wszystkim Elzo i o niczym – robicie to od wielu miesięcy. Denerwuje się chciałabym, chciałabym... dobrze wypaść. Pierwsza randka – hehe – tak się czuła i to było takie piękne i świeże, już dla tego samego uczucia warto było. Nic ja już nie trzymało tutaj, tylko dzieci. Gdyby mogła się wyrwać, zobaczyć, poczuć, jakie są naprawdę prawdziwe uczucia. Dominik. Tak pięknie mówił, tak szczerze – wydawało się – a może to tylko pozory, może będzie inny – gorszy? Nieee, to niemożliwe, nie mógłby mnie tak oszukać. To niemożliwe. Jest ciepły i kochany, dla niej – marzenie i ideał, którego nigdy nie miała.

Droga na dworzec lotniczy nie była długa, a trwała chyba milion lat. Serce biło mocno, szybciej niż sekundnik w zegarku – stąd to rozwleczenie. Dwa dni razem, dwa dni żeby się poznać i podjąć decyzję. I jeszcze samolot się opóźnia. Trzyma w ręce zdjęcie – twarz zna już na pamięć, dotykała ją milion razy w ciągu tych siedmiu dni z nadzieją, że nabierze kształtów, stanie się materialna i namacalna, że przerodzi się w tego człowieka, który jej nigdy nie dotykał, a był jej bliższy od mężczyzny, z którym sypiała.

Samolot przyleciał. Poznali się. Żyli długo i szczęśliwe. Albo nie. Jak było? Jeszcze będzie okazja o tym porozmawiać.

Następny rozdział >>

Poprzedni Następny Powrót