Olimpiada      Rzeczywista miłość (2)
     Eurynomos

Mijały długie tygodnie, na IRC-u siedział coraz rzadziej i rzadziej. Jednak częściej przeglądał pocztę. Odczuwał wielką radość, gdy raz po raz udało mu się dojrzeć wiadomość od Belci. To było jak piękny sen, czuł się potrzebny. Pewnej nocy na ekranie swojego monitora dostrzegł ciąg znaków składających się jakby na najpiękniejsze zdanie na świecie.

<belcia> Cześć misiaczku :)
<belcia> Wiesz – długo myślałam nad pewną rzeczą
<Mat_rix> Cze
<Mat_rix> Nad jaką rzeczą???
<belcia> Nad faktem naszej znajomości

„No pięknie” – pomyślał. To już ma się skończyć? Po tych wszystkich nieprzespanych nocach, dziesiątkach odpowiedzi na maile, tak nagle wszystko przeminie?

<Mat_rix> mów jaśniej
<belcia> Ok
<belcia> Bo wiesz chodzi o to ze ...
<belcia> Chciałabym się z Tobą spotkać
<Mat_rix> ?
<Mat_rix> No przecież spotykamy się ...
<belcia> jak to?
<Mat_rix> Spotykamy się bardzo często, no fakt ostatnio rzadziej
<belcia> o czym ty mówisz?
<Mat_rix> No przecież widujemy się na ircu
<belcia> :)))
<belcia> nie o takie spotkanie mi chodzi
<Mat_rix> słucham ???

Zdziwił się ogromnie, czytając jej ostatnie zdanie. „O co jej chodzi” – pomyślał. O spotkanie na żywo, w realnej rzeczywistości, realnym świecie, gdzie wszystko można dotknąć, poczuć, powąchać czy posmakować, gdzie można poczuć wiatr i słońce i wszystkie kolory nie ograniczają się jedynie do białego, czarnego, i kilku innych odcieni znanych mu z codziennego wpatrywania się w okno programu do ircowania?

<belcia> Chciałabym się s Tobą spotkać np. w Krakowie
<belcia> wiem że to głupi pomysł, no ale ...
<Mat_rix> Nie wiem co na to odpowiedzieć
<belcia> Po prostu powiedz że się spotkamy
<belcia> tak będzie łatwiej
<Mat_rix> łatwiej ?
<Mat_rix> o co Ci chodzi ?
<belcia> najpierw się spotkajmy

I stało się, w co nie wierzył. To go przerastało. Jakaś obca osoba chciała się z nim spotkać, mógłby ją zobaczyć, być całkiem blisko niej, a nie tak jak teraz ponad 200 km. To wydawało się być snem. Ale nawet jeśli to sen, postanowił przystać na jej propozycje i dość szybko odpowiedział, nie wiedząc nawet, czy rzeczywiście pojedzie do Krakowa.

<Mat_rix> Oki :)
<Mat_rix> Gdzie i kiedy?
<belcia> mnie jest wszystko jedno
<belcia> ale spotkajmy się w Krakowie ok?
<Mat_rix> no dobra niech będzie w Krakowie
<belcia> :*
<belcia> you are soo sweet
<Mat_rix> thx :)
<belcia> Powiedzmy że w ten weekend
<Mat_rix> Nie ma sprawy :)
<belcia> no wiec do soboty
<belcia> Będę czekała o 12 przed stacją pkp
<Mat_rix> ok.
<Mat_rix> będę na pewno
<Mat_rix> Pa
<belcia> pa :*

Tej nocy nie mógł zasnąć. Dręczyła go wciąż ta sama myśl. Czyż to nie gra? Czyż nie obudzi się następnego dnia i o niczym nie będzie pamiętać? Czy to możliwe, żeby obca dziewczyna zechciała się z nim spotkać, sama musi przecież dotrzeć do Krakowa, czy to nie jest jedno wielkie oszustwo? „A co, jeśli pojadę, a jej nie będzie? Wtedy nie wybaczę sobie swojej własnej głupoty” – pomyślał.

***

Nadszedł wreszcie czas wyjazdu. Sam nie mógł uwierzyć, że do tego dojdzie. Wciąż był przekonany, że dostanie maila, w którym przeczyta: „sorki – ale nie mogę przyjechać, nie spotkamy sie. Wybacz.” Albo że w najmniej oczekiwanym momencie zda sobie sprawę, że to tylko fikcja. Mimo tych wszystkich myśli, które błąkały mu się gdzieś w umyśle, nie wahał się długo, wsiadł do pociągu relacji Opole – Kraków i pomknął przed siebie. Dopiero podczas jazdy zdał sobie sprawę, że przecież nie wie, jak ona wygląda, mimo iż rozmawiali tak wiele razy, nigdy nie poruszali tego tematu. Ten fakt był dla niego bardzo dziwny, zresztą ona sama nie chciała o tym za bardzo rozmawiać. Bardzo bał się, jak ją rozpozna, jak odnajdzie w tym tłumie ludzi. Znał przecież tylko jej prawdziwe imię, a ona znała jego. Był bardzo smutny i obawiał się najgorszego. Wreszcie dojechał na miejsce. Wysiadł z pociągu i, rozglądając się wokoło, wypatrywał dziewczyn w jej wieku. Wiedział przecież, że przeżyła kilkanaście wiosen. Gdy na peronie zrobiło się pusto ogarnął go wielki smutek, łzy cisnęły mu się do oczu. „Przecież coś takiego może mi się więcej nie przydarzyć, nie wiem nawet jak wygląda, może nawet nie przyszła na stację, a ja obwiniam siebie”. Nie wiedział, co o tym myśleć. Gdy nagle usłyszał:

– Mateusz?

„Kto to” – pomyślał, odwracając się w stronę usłyszanego głosu. To była ona, stałą jakieś dziesięć kroków od niego, jednak na tle porannego słońca nie trudno było przyglądnąć się jej młodej dziewczęcej twarzyczce. Ona cała była piękna. Jak anioł, który zniżył lot by stanąć na brudnej i przesiąkniętej nienawiścią ziemi. Dopiero teraz zdał sobie sprawę, że przez te wszystkie dni gdy z nią rozmawiał na IRC-u, nie miał nawet pojęcia jak wygląda, nie mógł docenić jej piękna. Istniał tylko jej nick i okno query. Teraz widział ją jak na dłoni. Piękniejszą niż wszystko, co jego oczy widziały w życiu.

– Mateusz – usłyszał raz jeszcze. – Dobrze się czujesz? Stoisz jak wryty już od kilkunastu sekund
– Cześć – zdołał powiedzieć tylko tyle. – To naprawdę ty?
– Tak – szepnęła – Nareszcie możemy się zobaczyć – dodała.

Tak minął sobotni dzień, jakże piękny, jakże radosny i napełniony wszelkimi barwami. Dopiero teraz przypomniał sobie zdania z rozmowy na IRC-u: „tak będzie łatwiej – gdy się spotkamy”. Nie wiedział wówczas, co znaczą, jednak teraz coraz bardziej zdawał sobie sprawę, że mają sens. Przez cały czas spotkania czuł dziwne ciepło w sercu – jeszcze nigdy wcześniej nie pragnął kogoś tak bardzo, nigdy nie marzył, że ktoś tak wspaniały może spacerować wraz z nim po krakowskich uliczkach, krakowskich plantach. Wiedział, że to miłość, a przynajmniej miał taką nadzieję.

Stało się: zostali parą. Parą, która poznała się na IRC-u, która na IRC-u się poznawała, poznawała swoje cechy, obyczaje, zalety i wady. Parą, która w rzeczywistości spotykała się zaledwie raz w miesiącu. Wciąż w tym samym mieście, w tym samym miejscu. I za każdym razem było lepiej. Było piękniej. Jednak każde spotkanie przyczyniało się do tego, że on coraz bardziej cierpiał. Cierpiał gdy musiał wracać, wracać do domu, oddalonego przecież dobre kilkadziesiąt kilometrów. I znów szary miesiąc, szara smutna rzeczywistość. Rzeczywistość, której nienawidził, najchętniej zamknął by się sam w pokoju wraz ze swoimi myślami i odczuciami. Dlatego często też pogrążał się w świat fantazji – nierealny, ale za to piękny – gdzie każdy może być przyjacielem, każdy wrogiem, gdzie można porozmawiać o wszystkim i o niczym. IRC – taki świat ubóstwiał. Najtrudniejsze były jednak powroty do rzeczywistości. Świadomość, że tam gdzieś daleko mieszka ona, jego wymarzona miłość, którą spotyka tak rzadko, tak rzadko przytula, tak rzadko widzi jej pogodną twarz. Świadomość, że może pewnego dnia już więcej się nie spotkają, że wszystko zginie tak jak na IRC-u giną nieużywane przez dłuższy czas nicki.

***

Teraz znów siedział w półmroku. W ten szary i pusty listopadowy wieczór. Przy życiu utrzymywała go myśl, że nie jest sam, ma przecież przyjaciół. Gdzieś tam na jakimś kanale czekają na niego, ma jeszcze przecież wspaniałą dziewczynę, która poznał kilka miesięcy temu. Ona istnieje dla niego w rzeczywistości. Jednak czy życie musi być aż tak skomplikowane? Czy nie lepiej byłoby budzić się rano ze świadomością, że już za parę chwil w drodze do szkoły spotka Bellę. Osobę tak pogodną i optymistyczną. Osobę tak piękną i cudowną... Znów będzie można porozmawiać, chwycić się za ręce, przytulić, wiedząc, że następnego dnia będzie tak samo, że to nie sen, a jeśli nawet – to nigdy się nie skończy. Widać życie jest ciężką próbą, przynajmniej dla niego. Wstał, podszedł do okna. „Miasto skąpane nocą” – szepnął. Wygląda tak pięknie, tak spokojnie. Stojący w kącie komputer wciąż był włączony. „Nie, nie teraz” – pomyślał – „nie dzisiaj”. I naciskając przycisk „power” na obudowie, położył się do łóżka. Była dopiero jedenasta, o tej porze rzadko chodził spać, zwykle przesiadując na IRC-u do późnych godzin nocnych. „Nie dzisiaj” – szepnął raz jeszcze i mrużąc oczy zapadł w błogi sen. I gdzieś tam w duchu pozostawała nadzieja, jakże piękna, że tej nocy przyśni mu się właśnie Ona – jego „rzeczywista miłość”.

Poprzedni Następny Powrót