Olimpiada      Imaginacja (1)
     RomeoKnight

Było gorące kwietniowe popołudnie. Żar słoneczny lał się z nieba na miasto, kąpiąc je w swym złocistym blasku. Chodnikami spacerowali ludzie, ulicami jeździły samochody, słowem – dzień jak co dzień, nic nie odróżniało go od setek podobnych dni. Właśnie takiego dnia jak zwykle wracałem do domu tramwajem, siedząc zadumany nad jakimiś mało ważnymi sprawami ze wzrokiem tępo wycelowanym w przestrzeń. Widok za oknem przewijał się leniwie na odcinkach pomiędzy kolejnymi przystankami. Ludzie wsiadali i wysiadali. Część z nich, idealnie zespolona z otoczeniem, niczym nie wyróżniała się z tłumu, część, wbrew własnej woli, przyciągała na siebie uwagę – na przykład kobieta z płaczącym dzieckiem na rękach. Lubiłem obserwować ludzi i ich zachowania. Starałem się na podstawie tych obserwacji zgadywać, jaki mają charakter, jacy są. Często się też zastanawiałem, co oni myślą, patrząc na mnie. Kogo widzą? Czy samo patrzenie na kogoś może powiedzieć nam prawdę o tym człowieku, czy może odkryć jakiś rąbek tajemnicy okrywającej jego osobę? Na ile pozory mogą wprowadzać w błąd... Pół biedy jeszcze tutaj – w realnym życiu. Bo to jest rzeczywistość, szara codzienna rzeczywistość, trudno ją pomylić z czymkolwiek innym. Ale dla przykładu IRC – świat myśli przekazywanej za pośrednictwem tekstu. Świat myśli, a czasem nawet bezmyślności... Na ile możemy ufać naszym wyobrażeniom o ludziach, z którymi co prawda rozmawiamy, ale których nigdy w życiu nie widzieliśmy na oczy? Nawet gdyby któraś z osób obecnych teraz tu, w tramwaju, podeszła do mnie i zaczęła ze mną rozmawiać, na ile mogłaby ocenić jaki jestem i kim jestem?...

– Cześć Krzysiek! – nieoczekiwanie usłyszałem za sobą dziewczęcy głos. Odwróciłem się i oniemiałem. Przede mną stała wysoka istota płci pięknej – w tym przypadku to określenie było w pełni uzasadnione. Długie, złote włosy spływały faliście na jej ramiona. Ubrana była w białą koszulkę i krótką granatową spódniczkę. Miała śliczną, anielską twarzyczkę, na której gościł cudowny uśmiech.

– My się znamy? – zapytałem niepewnie.

– Nie ale to nic, zawsze możemy się poznać, jeśli chcesz – uśmiechnęła się. – Wysiadasz na następnym przystanku. Jeśli nigdzie się nie spieszysz, możemy porozmawiać.

– Jasne, żaden problem – palnąłem pierwsze, co mi przyszło do głowy. Byłem lekko zdezorientowany, w końcu nie codziennie zagadywały mnie urocze blondynki. Tymczasem tramwaj zatrzymał się ze zgrzytem. Wysiedliśmy razem – ja i ona.

– Słuchaj, jak właściwie masz na imię? – podjąłem próbę odzyskania kontroli nad sytuacją.

– Nazywam się Amanda. Mam nadzieję że ci się podoba... – uśmiechnęła się tajemniczo.

– Bardzo mi się podoba... Ale powiedz skąd wiedziałaś jak ja mam na imię? Znasz może kogoś z moich znajomych? – zapytałem mimochodem.

– Znam cię dobrze, ale nie pytaj mnie skąd. To nie jest ważne. To przeznaczenie sprawiło, że jestem tutaj. Przeznaczenie i... ty – spojrzała na mnie swoimi wielkimi, niebieskimi oczami. – Wiem, że to wszystko może być dla ciebie trochę dziwne, ale wierz mi – nie ma w tym nic dziwnego. A tymczasem – może usiądziemy tu na chwilkę? – uśmiechnęła się po raz kolejny tak zniewalająco, że nie mogłem się jej oprzeć.

Usiedliśmy obok siebie na ławce, w cieniu rozłożystych wierzb. W powietrzu unosił się cudowny zapach wiosny, w oddali słychać było szum rzeki przecinającej miasto. Amanda zdawała się wsłuchiwać w ten szum. Z jej twarzy zniknął uśmiech, a zagościła zaduma, niemalże smutek. Patrzyła przed siebie przed przez chwilę po czym zapytała:

– Słyszysz szum rzeki? – Przytaknąłem. – Ile to już wody przelało się jej korytem, a ona ani na chwilę nie przestała płynąć... – mówiła ze skupieniem, powoli. – Rzek na świecie są tysiące i każda z nich nieustannie płynie. Niektóre z nich wysychają, ale na ich miejsce pojawiają się nowe. Tak już jest od milionów lat, to zwykły porządek rzeczy. Rzeki są wieczne. Jak myślisz, dlaczego?

– Może dlatego, że woda nieustannie krąży w przyrodzie – uśmiechnąłem się głupio.

– Zwykle wysychają te rzeki, których nikt nie potrzebuje. Te które zostały przez wszystkich opuszczone, zapomniane.

– Ale przecież rzeki zawsze mają dla kogo istnieć, choćby dla ryb – zaprotestowałem.

– Masz rację. Ale nie we wszystkich rzekach żyją ryby.

– No tak... Niektóre są zatrute – rzuciłem odkrywczo.

– Niestety.

Zapanowało krótkie milczenie, po czym Amanda nagle spojrzała w moją stronę i zapytała z uśmiechem. – Byłeś już kiedyś zakochany?

– Ja? – zmieszałem się na taką gwałtowną zmianę tematu. – Byłem.

– Opowiedz mi jak to jest, bo ja jeszcze nigdy nie byłam – spoważniała i zmrużyła oczy.

– Nigdy? – szukałem na jej twarzy dowodu na to, że nie mówi poważnie.

– Nie.

– Bo wiesz, to nie jest takie proste.

– Co nie jest proste?

– No... Miłość.

– Dlaczego?

– Nie wiadomo nawet czy ona naprawdę istnieje.

– A ty wierzysz w miłość?

– Tak.

– Opowiedz mi o niej.

– To znaczy, mam ci powiedzieć czym jest dla mnie miłość?

– Powiedz, proszę.

– Nie jest łatwo określić miłość... Miłość jest jednocześnie wszystkim i niczym. Miłość to uczucie, a uczucia to trudny temat, trudno się o nich mówi. Dlaczego tak jest – nie wiem. Może ludzie obawiają się tego, że ktoś ich może zranić... Widzisz, dla mnie miłość jest chyba czekaniem...

– Czekaniem? Ale co chcesz przez to powiedzieć?

– Miłość jest dla mnie czekaniem na ukochaną osobę. Czy zdarzyło ci się kiedyś czekać na coś, co nie nadchodzi? Czy znasz ból rozłąki? Ja znam. Miłość kojarzy mi się z czekaniem właśnie dlatego, że ja wciąż czekam. Całe życie czekam... Czekam – i co z tego...

– To smutne.

– Ja nawet nie wiem, czy to nie jest właśnie najtrafniejsze ujęcie miłości. Bo najdoskonalsze jest to, co nie istnieje. Ludzie mają skłonności do idealizowania różnych rzeczy. Czyż najdoskonalszą formą istnienia nie jest energia? Czysta nienamacalna myśl. Nie sądzisz, że najdoskonalszą odmianą miłości jest miłość platoniczna, która przecież sama w sobie jest jedną wielką tęsknotą za czymś, co nigdy nie nadejdzie?

– Ideały nie istnieją.

– Istnieją, jeśli dotyczą tylko naszych myśli, wyobrażeń.

– Chcesz powiedzieć, że można kochać coś, co nie istnieje?

– Coś lub kogoś, kogo tak naprawdę nigdy nie widzieliśmy. Tak przecież skonstruowane są wszystkie religie tego świata...

– A gdybyśmy mogli zobaczyć Boga?

– O ile to w ogóle możliwe, myślę że jego obraz w naszych oczach bardzo by się zmienił.

Amanda spojrzała w stronę koron drzew: w ich liściach tańczyły wesoło promyki słońca. Nad drzewami pojawiło się kilka obłoczków na bezchmurnym dotąd niebie, przygnanych zapewne przez zbłąkany wietrzyk, który poruszył zastygłe od gorąca powietrze. O czym myślała? Nie wiem, wiem jedynie, że czułem się trochę dziwnie.

– Czy nie uważasz, że miłość platoniczna ma pewne mankamenty? – zapytała Amanda opuszczając wzrok i po raz kolejny wtapiając we mnie swe spojrzenie.

– Co masz na myśli?

– Jeśli kogoś kochasz platonicznie, to ta osoba o tym nie wie, prawda?

– Nie powinna.

– Dlaczego nie powinna? A jeśli ona chce wiedzieć? Jeśli chce być kochana otwarcie?

– To nie jest takie proste. Zwłaszcza jeśli wiem, że nie powinienem jej kochać.

– Nie powinieneś jej kochać?

– Nie powinienem jej kochać w sensie, że nie zasługuję na nią, nie jestem dla niej odpowiednią osobą.

– Ale jeśli nie jest tak, jak ci się wydaje, jaki sens ma wtedy miłość platoniczna?

– Wiesz, nie chcę już o tym rozmawiać.

Miałem dosyć. Nieznajoma dziewczyna zaczepia mnie w tramwaju, a potem rozmawia ze mną o rzekach, i innych głupotach. O co jej właściwie chodzi? Może to jakiś głupi żart...

– Na mnie już czas. – Amanda spojrzała na zegarek. – Będziesz dzisiaj na IRC-u?

– Czy przypadkiem nie znasz mnie z IRC-a? – zapytałem zdezorientowany raz kolejny.

– Nie – uśmiechnęła się tajemniczo. – To by było zbyt proste.

Wstaliśmy z ławki. Amanda pożegnała się i odeszła w głąb parku. Ja również ruszyłem w swoją stronę. W głowie miałem chaos. Coś takiego nie spotkało mnie jeszcze nigdy w całym moim życiu. Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi na żadne pytanie. Postanowiłem na razie o tym wszystkim nie myśleć. Nie mogłem jednak mimo wszystko oprzeć się wrażeniu, że coś się ze mną stało. Coś, co odcisnęło swój trwały ślad w mojej psychice.

***

Dalej >>

Poprzedni Następny Powrót