Olimpiada      Świat, którego nie ma (7)
     Erg, ilustacje: eripmav

Sklerodermia. Choroba chyba najmniej znana na świecie, podstępna i brzydka. Zabiera w zasadzie tylko kobiety. Przez długi czas pozbawia ich tego, co jest w pewnym sensie ich podstawą: urody, pewności siebie i niezależności. Pod wpływem nieznanego czynnika skóra twardnieje – najpierw na dłoniach, potem wyżej i wyżej. Przy odrobinie szczęścia może się zatrzymać, powodując... tylko rozległy paraliż unieruchamiający człowieka w łóżku do końca życia. Jeśli nie zatrzyma się... jeśli się nie zatrzyma, tak samo skamieniałe stają się narządy wewnętrzne: przełyk, żołądek, jelita, płuca. Wszystko. Nie kamienieje tylko umysł, nie kamienieje tylko wola walki, wola życia w twardym, bezwładnym prawie całkiem ciele.

Joanna, pół leżąc, spoglądała na ekran komputera. Dzisiaj była zbyt słaba, żeby uderzać w klawisze, więc tylko patrzyła. Palce owinięte grubo bandażami, zgięte w nienaturalne szpony tylko lekko dotykały klawiatury. Miała im tyle do oddania, tyle do opowiedzenia i – coraz mniej czasu. Dwa lata temu, siedząc w pracy, nagle odczuła skurcze, jakby zaczątki reumatyzmu. Ale skąd reumatyzm w wieku dwudziestu pięciu lat? Poszła więc do lekarza. Jejku, co ci doktorzy nie wymyślali. Oczywiście zaczęło się od reumatyzmu, potem były nerwice, potem... Już nie pamięta, co potem. Pamięta za to coraz większy ból i coraz bardziej zesztywniałe, opuchnięte ręce. Po czterech miesiącach znalazł się nareszcie lekarz, który powiedział: „sklerodermia”. Inni go wyśmiali, ale na krótko. W tym czasie Joanna zdarzyła spuchnąć na twarzy. Ten lekarz, ten odważny powiedział, że dobrze jest ćwiczyć ręce. Nie będzie od tego lepiej, ale sprawność uda się jako tako zachować na dłużej. „Może niech pani pisze na maszynie” – powiedział. Krzysiek – jej młodszy brat – miał lepszy pomysł.

Kupili komputer. Nieraz widziała, jak Krzyś przesiadywał przed ekranem, rozmawiając z ludźmi. Trochę ją to zawsze dziwiło. „Widzisz – mówił do niej – Elza i Dominik poznali się na kanale. On mieszkał za granica. Przyjechał do niej i są razem... Super”. Kiedy indziej: „Armagedon znowu pije: Ashanti jeszcze nie wróciła. Jezu ten człowiek się załamał, a na kanale bałagan”. Uśmiechała się wyrozumiale, myśląc, że to bardziej wysublimowany rodzaj szczenięcej zabawy. Kiedy zachorowała, kiedy była coraz bardziej zależna od miejsca, a mniej od czasu, kiedy w końcu dano jej nadzieje, że pukanie w klawisze pozwoli zachować jej sprawność... „Naucz mnie Krzysiek. Chce robić to samo co ty”. To było naprawdę łatwe, a rozmowy na IRC-u zabawniejsze od plotkowania przez telefon z koleżankami. Albo, co gorsza, wizyty koleżanek w domu. Przychodziły i, niby nie patrząc, patrzyły jak twardniejąca skóra obciąga jej czaszkę, brutalnie obnaża zęby i wygina palce – podobnie jak w przedśmiertnym skurczu. Wstydziła się za nie, nie za siebie. Ona już znała nieuchronny wyrok. One – całkiem niepotrzebnie – starały się udawać, że to nieprawda. Już zupełną przesadą było mówienie: „nieźle dziś wyglądasz”, kiedy Joanna właśnie ledwie potrafiła opanować kolejne fale bólu i broniła się przed szaleństwem płynącym z silnych przeciwbólowych leków. Na IRC-u, na kanale tego nie było. Tam była SAM. Krzysiek obiecał, że się nie przyzna, że to jego siostra, a już broń boże nie powie, co jej dolega. Dlatego całkiem prosto udało jej się podtrzymać wizerunek starej Joanny, tej sprzed choroby. Siedząc przed ekranem, była taka, jak dawniej: najzabawniejsza, najpogodniejsza i najbardziej wyrozumiała. To były długie dni, długie noce. Przegadane, a kiedy palce bolały, bolało całe ciało – przemilczane. Coraz częściej uciekała do tego świata. Przed współczującymi uśmiechami rodziców, brata, siostry, znajomych i przyjaciół. Przed słowami „dziś lepiej?”, „czujesz się lepiej?”, „czy czujesz się lepiej???”... Nie, nie czuła się lepiej, ale dla tych najbliższych kłamała, dawała im nadzieję. Zawsze myślała: „nie mogę umrzeć, bo oni się załamią”. Miała jeszcze jedna siostrę. Kiedy Aga miała 5 lat, wpadła pod samochód. Joanna dobrze pamiętała, co wtedy działo się w domu. Nie! Musiała wytrwać, musiała wierzyć, że chorobę da się opanować, że musi tylko wytrzymać, aż ktoś w końcu wymyśli skuteczny lek. Nie zawiedzie ludzi, których kocha. Ale jej ciało ją zawodziło. Uciekała więc do dawnej Joanny pod postacią SAM.

<SAM> jejciu ale super dzionek dzisiaj miałam 
<Elza> SAM nie przypominam sobie żebyś miała kiedyś zły
<Elza> tyle w tobie pogody nie wiem skąd to bierzesz...
<SAM> nie wiem
<SAM> to troszkę przez was
<SAM> no i dzień jest naprawdę piękny ehhhhhhh
<SAM> :-))))))
<Elza> pewnie masz racje to ze mnie już taka stara dupa że tego nie widzę
<SAM> hihihihi stara dupa
<SAM> nio nio a kika z banem kcesz? ;-)
<Elza> niooooooo przydałby się hihihi

Nie musiała mówić o niczym konkretnym. Wszyscy robili się weseli, jak tylko się pojawiała. Różyczki, kwiatuszki, inne skrypty, aż fruwały po ekranie, dopóki ktoś nie podniósł buntu. I wszyscy wiedzieli, że są takie dni, kiedy SAM milczy. Nie wiedzieli dlaczego, ale zawsze dochodzili do wniosku, że nawet najpogodniejsza SAM czasem może mieć słabe dni. Tylko Krzysztof wiedział i kiedy widział swoją siostrę – jej nicka – na ekranie, milczącego i dla niego najsmutniejszego – wyłączał komputer i biegł z akademika do rodziców zobaczyć, jak się czuje. Zawsze ją to denerwowało. Od razu robiła się żywa. Nie zważając na ból, drętwiejące ręce. Pisała, zagadywała. Dla niego, dla brata, żeby nie widzieć jego zaniepokojenia. „Czuje się dobrze – mówiła – naprawdę”. Uśmiechała się naciągniętą, bolącą twarzą i pukała w klawisze, starając się nie myśleć, jak to boli.

Tak mijały miesiące. Choroba nie zatrzymała się na bardziej optymistycznym etapie. Zaatakowała nogi, klatkę piersiową, wszystko. Teraz ból towarzyszył również oddechowi, teraz ból towarzyszył wszystkiemu. Nadal powtarzała sobie, że nie może, że dla nich musi wytrwać i widziała ojca i matkę po śmierci siostry. Powinna się nimi zając na starość, nie może ich opuścić. Więc jak mówili, że wygląda dziś lepiej, potakiwała, uśmiechała się i żartowała z nimi. Ale miała dość.

<armagedon> z czego się tak cieszys 
<SAM> nie wiem
<SAM> bez powodu
<SAM> powody są niepotrzebne czasem
<armagedon> tak pewnie masz racje
<SAM> a ty?
<armagedon> co ja?
<armagedon> mnie nie ma

Z jakiegoś powodu opowiedział jej całą historię życia, a przede wszystkim opowiedział jej o Ashanti – ostatniej desce ratunku, która była tylko ułudą. Nie da się kimś naprawić własnych błędów.

<SAM> tak masz rację swoje błędy musisz naprawiać sam
<SAM> przecież możesz przestać pić
<SAM> popatrz ludzie tutaj mają do ciebie szacunek
<SAM> możesz
<armagedon> co mogę?

Chciała mu napisać możesz im udowodnić, że jeszcze jesteś, że kanał cię nie odsunął, ale choroba jej nie pozwoliła. Potem długo już nie mogła rozmawiać ani z Armagedonem, ani z nikim innym, bo wylądowała w szpitalu. Zakrztusiła się herbata, której przełyk nie potrafił przełknąć. Kiedy znów wróciła na kanał, była naszpikowana kroplówkami, lekami i takimi tam. Ale dalej mówiła, że będzie lepiej, że daje radę. Choć w głębi duszy wiedziała, że to nieprawda. To był ostatni raz. Ostatni raz, kiedy jeszcze miała siłę wystukać kilka słów. Potem poprosiła Krzyśka, żeby pisał za nią. Musiała tak zrobić.

<SAM> armagedon nie wiem czemu ale
<SAM> powiem ci prawdę 
<SAM> po prostu muszę komuś powiedzieć a ty jesteś chyba najmniej odpowiedni
<SAM> najbardziej oderwany więc...
<SAM> więc będzie ci wszystko jedno
<armagedon> wow ciekawy rodzaj zaufania SAM
<SAM> armagedon
<SAM> ja umieram

...
...
...

<armagedon> żartujesz
<SAM> nie uwierz ahhhhhhh nie mogę pisać
<SAM> poczekaj

Krzysztof nie wiedział, jak zareagować na jej propozycje, ale zgodził się w końcu, bo wiedział, że jak tego nie zrobi, jego siostra będzie pisać sama, a wbrew ciągłym pocieszeniom z serii „dziś jest lepiej” wiedział, że to nieprawda. Kochał siostrę i nie mógł sobie wyobrazić, że jej nie będzie. Więc napisał to, co mu podyktowała. Cała opowieść w ciszy Armagedona. Pisał i myślał, że on po prostu się zapił i już i tak nie czyta. 

„Nie mam już sił na nic. Nie mam sił pisać, nie mogę pisać, nie mogę mówić, a kropla wody może mnie zabić. Staram się wytrwać dla Krzyśka, dla rodziców, ale sama straciłam już nadzieję”, Krzysiek skończył. Spojrzał na Joannę.
– Naprawdę? – nigdy mi tego nie powiedziałaś. A jemu tak...
– Tak Krzysiu – jemu tak. Bo jemu i tak wszystko jedno, a wam nie... tylko nie mów rodzicom. Obiecaj!
– ...dobrze.

<armagedon> po co?
<SAM> co po co
<armagedon> posłuchaj!!!!!
<armagedon> po co to robisz. Czy naprawdę myślisz że w ten sposób im pomagasz że pomagasz sobie przede wszystkim nawet jeśli to rodzina, nawet jeśli to najgłębsze rodzinne uczucie nie sądzę żeby oni byli zadowoleni z tego że cierpisz ze umierasz cierpiąc bo przecież śmierci i tak już nie ominiesz. 
<armagedon> wybacz
<armagedon> sorki zapędziłem się ale...
<armagedon> ale to nie ma sensu czy naprawdę sądzisz że to że oni się pocieszają ty ich pocieszasz a oni ciebie że to wszystko coś zmienia
<armagedon> SAM qrrrrde Joanna ty cierpisz
<armagedon> jeszcze wczoraj uważałem że moja rana jest bolesna że... głupi jestem rozumiesz, a ty jesteś wielka ale... nie pomagasz im nie pomagasz sobie
<armagedon> Krzysztof sorki
<krzysztof> Nie armagedon masz racje

Krzysiek płakał. Ale właśnie teraz uświadomił sobie, czego on, czego oni wszyscy oczekiwali od Joanny. Chcieli, żeby oszukała śmierć, żeby wykonała niemożliwe. Zadawali jej ból w imię miłości do niej.

Kiedy wieczorem przyszli rodzice...
– Ona jest zmęczona. Musicie jej pozwolić...
– Synku, co ty mówisz?!
– Pozwólcie jej odejść. Pomóżcie jej odejść. Tego już nie zmienicie, a ona żyje, nie! cierpi dla was, dla mnie, dla nas wszystkich. Nie rozumiecie??? To już nie jest silna i wesoła Joanna.
– Co ty mówisz. Ona walczy, bo jest uparta, synku.
– Nie, mamo. Ona udaje dla nas, bo jest uparta. Pozwólcie jej odejść.

Cisza była... cicha. Krzysiek płakał, ale wiedział, że robi słusznie. Te kilka słów od Armagedona, od Sławka – człowieka, któremu nigdy nic nie wyszło, pokazały mu, jakim człowiek może być egoistą, nawet w obliczu śmierci najbliższej mu osoby. Nie martwili się, że Joanna cierpi, martwili się, co zrobią bez niej. Pijany Armagedon widział jej cierpienie lepiej, choć tak na dobrą sprawę Joanny nie widział wcale.

Milczenie... Cisza... To trwało długo. Potem matka wstała i poszła do pokoju Joanny. Krzysiek jeszcze raz w uchylonych drzwiach zobaczył dłoń. Ale zapamiętał tą inną, sprzed wielu miesięcy. Gestykulującą i żywą.

Trzy dni później wszedł na kanał i napisał do Armagedona:

<krzysztof> SAM już nie cierpi...

...
...
...

<armagedon> o boże...

Poprzedni Następny Powrót