Olimpiada      Taskar na Olimpie (2) wakacje '99
     Taskar
taskarwakacje.jpg (8581 bytes)

Napisałem niezbyt rozważnie w majowym artykule:
"zastrzelcie mnie, jeżeli zobaczycie kiedyś taki komunikat: <taskar_na_plaży> re all!"

Zatem zmuszony jestem teraz (z powodu mojego niezrozumiałego przywiązania do życia) szybciutko napisać o wakacjach, aby w sierpniu, podczas urlopu, nie chodzić po rybackich chałupach i kutrach i nie szukać komputera z modemem.

Nie ma sensu ukrywać, że wakacje (mam na myśli letni wypoczynek w ogóle, ale jakoś nieodzownie kojarzy mi się ta nazwa z czasów szkolnej kanikuły), zwane w dorosłym życiu urlopem, przeżyłem niejedne (jak większość ludzi pewnie). Muszę jednak przyznać, że od którejś tam klasy sprzyjało mi okrutne szczęście, nawet rzekłbym: niespotykane (jak na mnie). Krótko mówiąc, co wakacje, to lepsze! Oczywiście, ktoś mógłby mi zarzucić stagnację i lenistwo nawet, bo jakiż sens można odnaleźć w jeżdżeniu rokrocznie w to samo miejsce?! Ano, można.

Pokrótce powiem tak: nie miejsce jest w tym wszystkim najistotniejsze. Choć przyznaję, że pozytywna atmosfera tego obozu (w moim wypadku) udzielała się od początku turnusu, już od wyjazdu nawet. To jednak ludzie sprawiali, że kolejne wakacje były udane, szczęśliwe i, hm..., rozkochane? Teraz naskoczą na mnie poczciwe dusze i krzykną: skandal! Hola, Taskarku! To nieładnie tak sobie wakacyjne miłostki uprawiać i jeszcze gloryfikować je wśród młodzieży olimpijskiej!
No dobrze, kochani moi - a dlaczego właściwie by nie? Miłość spontaniczna przecież ma być, prawda? Łaskawa jest, cierpliwa (jak napisano w tej świńskiej, perwersyjnej, a jednak miejscami mądrej książce, jaką jest Biblia. Nie wierzycie, że świńska i perwersyjna? To znaczy, że nie czytaliście - polecam Ezechiela, hehehe!) i tak dalej. Nigdzie jednak nie powiedziano, że miłość ma być gorsza przez to tylko, iż wakacyjna! Ja ze swej strony mam sentyment do wakacyjnych miłości, albowiem zdarzyło mi się coś, co wspominał będę zawsze, jako jedne z najszczęśliwszych chwil mego życia. Zakochałem się od pierwszego wejrzenia, a dokładnie rzecz biorąc, od pierwszej rozmowy. Owszem, nie udało się zatrzymać tego związku na zawsze. Nie jedyny to błąd, jaki popełniłem w życiu, ale cóż - było pięknie.

Pewnie, już słyszę wasze wrzaski: "miłość nigdy nie ustaje"! Jasne, prawdziwa miłość nie ustaje nigdy i trwa wiecznie. Starsi ludzie, jak np. Edith ;-))), pamiętają pewnie słowa "ogniskowego guru", jakim był dla tamtych pokoleń Edward Stachura:

"Cokolwiek między ludźmi kończy się, nigdy się naprawdę nie zaczęło.
Cokolwiek między ludźmi prawdziwie zaczyna się, nigdy się nie kończy."

Ustaliliśmy zatem: ma trwać. I trwa "nasza miłość garbata" (J.J.Należyty), w przeciwieństwie do związków międzyludzkich. Bowiem związkom koniec wakacji wyraźnie szkodził. Rozpadały się znienacka albo powolutku, ale nieubłaganie. Przeważnie, w 97-98 procentach następowało to nieuchronnie. Koniec wakacji, urlopu, obozu, kolonii równa się końcowi związku. Powroty do "codziennych" domów, rodziców, układów, szkół, kolegów i koleżanek nie sprzyjają bowiem kontynuacji czegoś, co zbudowaliśmy na wyjątkowości sytuacji, miejsca i czasu. Na wakacyjnej atmosferze, na letnim luzie. Nie, nie! - nie powiedziałem: na beztrosce!
Ktoś niedawno zwierzył mi się w zaufaniu: nie wiem, czym jest miłość od pierwszego wejrzenia. Bo że taka istnieje, chyba nie muszę Was przekonywać?! Zatem cóż miałem odpowiedzieć temu biednemu człowiekowi? Czekaj, może ci się zdarzy? Trudno, masz pecha? Szkoda, bo to najcudowniejsza rzecz na świecie? Litość jest zła, jest wyrazem pychy, może nieświadomej, ale jednak pychy. Więc może dlatego, że nie wszyscy poznali to uczucie od pierwszego wejrzenia (a może od pierwszego zdania? dotyku? uśmiechu?), mamy taką ilość tęsknot, niezaspokojonych uczuć i pragnień. Może dlatego Gabi pisze o IRC-owej miłości, a my wszyscy bez reszty zakochaliśmy się w tej jakże prostej, acz skutecznej i niewiarygodnie sympatycznej metodzie komunikacji... Ona pozwala nam działać zdecydowanie. Tak, jak w rzeczywistości nie odważylibyśmy się. Ze wstydu, z nieśmiałości, z powodu innych zahamowań. Tu, na Olimpie, jesteśmy wolni od samych siebie. Od nas "codziennych" właśnie, powszednich, normalnych i szarych (szarych od życia, nie dlatego, że jesteśmy pozbawieni wyrazu).
Jesteśmy wolni, ale zarazem wpadamy we własne sidła, w pułapkę tej wolności właśnie. Jak bowiem oceniać flirtujących żonatych, romansujące mężatki, czy 11-latki toczące pieprzne dyskusje o seksie? Wpadamy w schemat ucieczki od rzeczywistości. Tworzymy naszą VR* opartą, wbrew pisarzom sf** nie na sztucznie stworzonej imitacji świata, lecz na swobodzie wyrażania myśli i uczuć, przepływu informacji, która tworzy nasz świat. Wolny, prawdziwie wirtualny, bowiem tak odległy od rzeczywistości, jakby był przeciwnym jego biegunem. Tylko tu możemy powiedzieć wszystko: że jesteśmy wkurwieni, że jesteśmy skacowani, że papież jest zarozumiałym hipokrytą, a Krzaklewski to burak, że mamy ochotę na szybki seks, że uśmiechnięty kretyńskim uśmiechem Buzek jest profesorem, a nie potrafi wypełnić PIT-30 - itd. itp.

Oczywiście, na #OLIMP-ie mamy autocenzurę (na kanale, nie na stronie - Droid, nie wycinaj tego!), która pewnych rzeczy nie dopuszcza, ale to już wtórny element, wynikający z wysokiego IQ*** uczestników. Jednak tylko tu możemy pokazać się z tej strony, z której chcemy. Tylko tu stać nas na pełną spontaniczność. Tylko tu możemy się zakochać od pierwszego query?! NIE! STOP! STOP!!! Nie tylko, i nie tutaj. Wyrwijmy się z tej pułapki, z tego kręgu VRL (virtual reality lovers - samo to wymyśliłem: Copyright C by Taskar 1999) - z kręgu kochanków rzeczywistości wirtualnej. Albowiem może okazać się, że zatraciliśmy się w IRC-u zupełnie, i tylko przez łącza potrafimy się otworzyć na innych ludzi. Pewnie, że tak jest dużo łatwiej, bezpieczniej i prościej. Tylko nic z tego nie wynika dla naszego życia. Nic dobrego w każdym razie (poza cudownie spędzonym czasem, rzecz jasna!).

Czy będziemy potrafili się ze sobą tak świetnie zrozumieć na żywo? Czy będziemy w stanie dać sobie nawzajem radość, tą euforię i spontan, który mamy zawsze na #OLIMP-ie? Czy będziemy w stanie pokochać się takimi, jakimi naprawdę jesteśmy na co dzień? Oby nie spełniło się proroctwo Taskara, i żeby nie okazało się, że na zjeździe, tak jak w rewelacyjnym skeczu o telefonach komórkowych, niektórzy będą zmuszeni poszukać kawiarenki internetowej, aby ze sobą pogadać, bo rozmowa IRL**** nie będzie się kleić... Niektórzy z nas pewnie nie są zbyt śmiali, może niespecjalnie wygadani, może się jąkają albo mają inną wadę wymowy (jak francuskie "r" Taskara). Może niektórzy po prostu nie lubią spotkań w tłumie, a nawet w małej grupie. Nie wszyscy będą na zjeździe. Ale jestem pewny jednego: wszyscy chcemy kochać i wszyscy chcemy być kochani. Najlepiej, ma się rozumieć, od pierwszego wejrzenia. Niezależnie zatem od zjazdu #OLIMP-u posłuchajcie.

Zaprawdę, powiadam Wam:
jedźcie / idźcie / płyńcie / lećcie***** na wakacje.
I zakochajcie się.
Po raz pierwszy, kolejny, w kimś nowym
lub ponownie w tej samej osobie - ale zakochajcie się.
Czego z głębi serca życzy Wam i sobie -
Wasz Taskar

Na tym kończę, bo mi się gwiazdki nie mieszczą :-))

PS1. Potem opowiecie mi, jak było na wakacjach (na query, oczywiście!)
PS2. Do artykułu jako video uzupełniające polecam "Kosiarza umysłów" część pierwszą - to już klasyka, ale takie właśnie wyobrażenia o VR miałem na myśli (patrz: wyżej)

* (ang. virtual reality - wirtualną rzeczywistość) gora.gif (833 bytes)
** (muszę rozwijać ten skrót? A niech tam, w końcu jestem belfrem, więc wybaczcie mentorski ton: science fiction, czyli fantastyka naukowa) gora.gif (833 bytes)
*** jak ktoś nie wie, co to IQ, to niech się dowie. Gdybym to tłumaczył, zaprzeczyłbym temu, co właśnie napisałem. gora.gif (833 bytes)
**** IRL - (in real life) w prawdziwym życiu gora.gif (833 bytes)
***** niepotrzebne: jak zwykle gora.gif (833 bytes)

Poprzedni Następny Powrót