Olimpiada      U podnóża Olimpu (6) Olimpijczyków tajne akta (1)
     Droid

Przez Olimp w krótkiej jego historii zdążyło przewinąć się bardzo wielu, bardzo różnorodnych ludzi. Weźmy dla przykładu wiek Olimpijczyków. Istnieje ogólne przekonanie, iż IRC to medium dla ludzi młodych. Rzecz jasna jest w tym dużo prawdy, ale jest też tak, że IRC pozwala na znaczną anonimowość (kiedyś w kawiarni internetowej byłem nieco zdziwiony, gdy zobaczyłem kilku podekscytowanych nastolatków pod ksywką Karolina, którzy niezwykle chętnie rozmawiali o seksie). Dlatego też, część IRCowników nie mieszczących się w tradycyjnej skali wieku, a chcących zintegrować się z całą resztą, nie podaje swojego wieku lub nawet podając liczbę przeżytych wiosen, nie jest zupełnie szczera. Takim ludziom najlepiej zadać pytanie mniej więcej takie: "Ile masz lat? (możesz się pomylić o 20)". Opierając się na wypowiedziach tych, którzy przyznali się do swojego (mam nadzieję) prawdziwego wieku, stwierdzam, że: najmłodszy Olimpijczyk ma lat 10, a starszy pięć razy tyle. Odszukanie rzeczonych osobników niech będzie pracą domową dla zainteresowanych tematem.

Teraz, kiedy masz już, drogi Czytelniku, pojęcie jak bardzo różnią się od siebie olimpijscy bogowie, jesteś już gotowy, aby przeczytać trochę na temat konkretnych gości Olimpu (a więc może także siebie...).

Pomysł stworzenia własnego kanału zrodził się na lekcji informatyki. Kanał, który nie zwał się jeszcze wtedy Olimpem, był stworzony dla potrzeb szkolnych lub wręcz klasowych. Był jak najbardziej dynamiczny, co znaczy, że kiedy ja i moja klasa mieliśmy informatykę - kanał istniał, w przeciwnym razie - nie. Biorąc pod uwagę jego przeznaczenie, nie dziwota, że nawiedzali go prawie wyłącznie osobnicy siedzący w tym samym pomieszczeniu. Ówczesny skład kanału - nazwijmy go przedolimpowym - to szereg przejściowych fascynatów IRC, o których już wszelaki słuch zaginął, kilku złośliwców pospolitych, których jedynym celem było wyczerpanie dla rozrywki swojego słownika wyrazów wulgarncyh, wyzwisk i wątpliwej wartości artystycznej wierszy traktujących o czynnościach fizjologicznych człowieka, no i na końcu ja i Shakal...

Shakal jest jedną z tych osób, które, w przeciwieństwie do mnie, mając dostęp do Internetu, a tym samym do IRC, nie korzysta z jego dobrodziejstw bez opamiętania. Sądzę, że jedną z przyczyn, dla których ciągle zdarza mu się skromną wspólnotę Olimpijczyków odwiedzać, jest fakt, iż znalazł się kiedyś w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu i został współwłaścicielem skrawka sieci zwanego Olimpem. Tak czy siak, mimo że nie zdradza tak wielkiego jak ja przywiązania do kanału, uważam, że ma niemniejszą smykałkę do stania na straży olimpijskiego ładu i harmonii.

Z jednostek ocalałych z pierwotnego składu kanału "przedolimpowego" warto wspomnieć o osobach, które miałyby szanse stać się zapalonymi bywalcami Olimpu, gdyby nie to, że mają to nieszczęście mieć sporadyczny dostęp do Internetu. IRC jest dla nich rozrywką o tyle doskonałą, o ile mają okazję dokonać wielu miłosnych podbojów w ciągu dwugodzinnego tygodnia IRCowania. Te wiecznie nienasycone indywidua zwą się Dezerter oraz Twister.

...Tymczasem kanał - pierwowzór Olimpu - kwitł w najlepsze. Biorąc pod uwagę (niewielką) liczbę osób zdających sobie sprawę z jego istnienia, popularność była ogromna - przewyższała czasem 50 procent. Pisząc o ogromnej popularności miałem na myśli niestety tylko wtorkowe poranki i popołudnia, kiedy to klasa, do której mam przyjemność należeć, miała lekcje informatyki. Taki stan rzeczy utrzymałby się (albo i nie) do dzisiaj, gdybym pewnego listopadowego dnia nie dostał w swoje łapy grudniowego numeru Chipa, a na który składał się między innymi obszerny vaxowy (żeby nie powiedzieć woskowy) artykuł traktujący o IRC. Niewinnie wyglądająca ramka na ostatniej stronie rzeczonego artykułu, w której znalazło się absolutne minimum informacji o IRCX, zmieniła diametralnie losy kanału. A wszystko przez coś, co zwie się rejestracją. Szef zamieszania zwanego siecią serwerów Chipa poinformował mnie uprzejmie, że oprócz posiadania przyzwoitej nazwy, zarejestrowany kanał musi być uczęszczany.

Niedługo potem znalazła się nazwa, co umożliwiło próbną rejestrację. Najtrudniejszą do osiągnięcia rzeczą stało się utrzymanie na Olimpie ludzi podczas nieobecności kierownictwa. Po pewnym czasie, wobec faktu, że kanał dorobił się bywalców zaglądających nań o różnych porach, ta sztuka się udała. Jednymi z pierwszych osób, którzy przesiadywali w nieco pustym jeszcze "pokoju rozmów", byli Cobrespu i Creature...

Cobrespu nosi zaszczytny tytuł pierwszego gościa Olimpu. Miał on okazję rozmawiać ze mną akurat w chwili, gdy Rzabka finalizował rejestrację kanału na swoim serwerze. Cobrespu, jak sam twierdzi fascynat komputerowo-internetowy, korzystając z uczelnianych komputerów wspomógł Świętą Górę w początkach jej istnienia i przyczynił się w znacznym stopniu do stworzenia atmosfery panującej (mam nadzieję) do dziś.

Cobrespu w jego wysiłkach wspierał sławetny już Creature. Owa kreatura zawsze służyła (i służy) solidną dawką sarkazmu, ironii i niedwuznacznych skojarzeń. Myśli, które przelewał (i przelewa) na monitor pozwalały (i pozwalają) niezawodnie spojrzeć na temat rozmowy z zupełnie innej perspektywy, niejako bardziej z dystansu.

Pod sprawiedliwymi (?) rządami Cobrespu'na i Kriczera Olimp rósł w siłę. W takich właśnie okolicznościach na olimpijską scenę wkroczyła Kanapka. Niedługo potem pod wpływem tajemniczych czynników (zapewne czyichś soków trawiennych) z Kanapki został tylko Diamont (nawiasem mówiąc, dziwna to hybryda, powstała zapewne porzez nieumiejętne użycie angielskiego "diamond" - czyli diamentu). Trzeba przyznać, że jedno wyróżnia go spośród Olimpijczyków i przynajmniej pod jednym względem można go nazwać diamentem. Jest mianowicie (zdradzę już tą tajemnicę) jeśli nie najmłodszym bywalcem Olimpu, to przynajmniej jednym z najmłodszych.

...Jeszcze owa perełka nie zdążyła zadomowić się na ośnieżonych stokach Olimpu, a już u wzgórza pojawił się kolejny tandem w składzie: Byczki oraz Człowiek z Nikąd (a ściślej z Olimpu) czyli Nowhere_Man.

Jeśli chodzi o Byczki, to z biegem czasu zostały zdziesiątkowane, co odbiło się także na ich ksywce. Na placu boju pozostał (i stoi do dzisiaj) Byczek, który nieśmiało wkraczał w świat olimpijskich uciech i drogą ewolucji stał się naczelnym stróżem i opiekunem wszelakich bogów i bożków. Ten stateczny i zrównoważony władca niczym monument spogląda łaskawym okiem na swój lud. Gdy jednak na Olimpie dzieje się źle, potrafi wykorzystać swą potęgę, aby sprawić, iż na kanale znów zapanuje ład.

Nowhere_Man na stoki Świętej Góry nie wkroczył sam. Wraz z nim w to miejsce wkroczyła osoba nietuzinkowa, znakomicie komponująca się z resztą układanki zwanej Olimpem, a jednocześnie tak doskonale się wyróżniająca. Kto wie, czy nie odegrała większej niż Nowhere_Man roli w tworzeniu olimpijskiej historii...

Następny odcinek >>

Poprzedni Następny Powrót