|
A było to tak ...
... Na początku był bezkształtny Chaos, głębina nieogarniona myślą, pusta przestrzeń bez granic. Pierwszy z magmy bezdennej, kipiącej utajonymi mocami wyłonił się Droid. Z jego woli powstał podniebny pałac, którego wierzchołek ginie w chmurach. To miejsce, gdzie dzień jest równy nocy, gdzie wiodą błogi żywot bogowie i boginie, gdzie wszystkich przepaja radość istnienia, zwie się Olimp. Tu w promieniach młodego słońca świat rozkwita, nowe życie w postaci nowych bogów bujnie krzewi się dokoła. Tu na szczycie podniebnego raju toczą się dyskusje trwające nieskończoność. To tu właśnie mieszka Byczek - wesoły, tryskający dowcipem i radością, który zaskarbia sobie sympatię wszystkich Olimpijczyków. Zwłaszcza boginie nie mogą się bez niego obejść. Jest tak uczynny, usłużny, w lot wszystko chwytający, nie ma rzeczy na niebie i ziemi, której nie umiałby załatwić. Ze złotymi skrzydełkami u stóp, przelatuje przestworza w jednej chwili z tajnymi poleceniami innych bogów, którzy coraz chętniej powierzają mu swe sekrety. Wiernie strzeże wrót Olimpu wraz z innym bogiem o wdzięcznym imieniu Frugo. Jest to bóg bardzo życzliwy, najprzystępniejszy z niebian. Nie jednego dowiadują się odeń inni bogowie, bo Frugo zawsze wie pierwszy o wszystkim, co się dzieje się w niebie, na Olimpie, ziemi i w podziemiach. Jest odważny, bo gdy śmiertelna groza zawisła nad Olimpem ze strony Botów i stworów o torsach, głowach i ramionach nadludzkich i smoczych ogonach zamiast nóg, On panował nad wszystkim. Oczy bogów zwróciły się na niego szukając w nim pomocy i otuchy, bo już zwątpienie zaczęło wkraczać w szereg nieśmiertelnych. Lecz On był spokojny i nie drgnęła jego dłoń miotająca pioruny na wroga. Walka stawała się coraz bardziej zażarta, już zdawało się, że szala przeznaczenia przechyli się na stronę Botów i odda im zwycięstwo nad Olimpem. Ale tak się nie stało, bo stanął On na wysokości zadania, zadał cios śmiertelny i stał się obrońcą, wyrocznym zbawilcielem Olimpu. Tak śmiertelnicy tak się działo... i znów zapanował spokój w droidowym królestwie.
Tak więc widać, iż na Olimpie wiodą żywot bogowie wyjątkowi. Tak jak na przykład Nowhere_Man - Człowiek z nikąd? A może raczej bóg? To odwieczna, niewyjaśniona zagadka. Jemu wszyscy powierzają swe problemy. Pojawia się w zaprzęgu z wiatru i tęczy, ciesząc oczy niebian swą pięknością duszy. Młodzieńczy, smukły, o marzącym czole, natchniony boską myślą, jest opiekunem, doradcą bogów i bogiń. Z wieńcem z wawrzynu na boskim, poważnym czole, strzeże dobrego imienia niebian i jest szczęśliwy, że może sprawiać radość i dawać ciepło innym. W komnatach Olimpu można natknąć się na wyjątkową istotę o imieniu Mazi. Przemyślny to bóg, spryciarz i figlarz nie lada. Zna się na żartach i nieraz płatał bogom i ludziom rożne psoty. Ale jest także niezastąpiony w tworzeniu boskiego wizerunku Olimpu. Jest zaangażowany we wszystkie jego sprawy i problemy. Oprócz świetnej arystokracji bogów, świat zamieszkuje mnóstwo bóstw i bóstewek pomniejszych, ród jest to bowiem plenny i rozkrzewia się bujnie na Olimpie. Światło i blask słońca daje Qrczak, a kiedy znużony udaje się na spoczynek nocy, na zachodnich rubieżach świata, wchodzi na niebo blada Caro, księżycowa pani i na srebrnym wozie jedzie w odwiedziny swego pięknego kochanka Nierpy_zakochanego, śpiącego snem nieprzespanym, i daremnie stara się go zbudzić pieszczotą swych zimnych promieni. Gdy zaś świt zaczyna bielić szczyty Olimpu i mroczna noc opuszcza świat, każdy wie, że to Niesia, różanopalca bogini jutrzenki, otwiera złote bramy dnia.
Tak o to wygląda życie na Olimpie. A ja bogini _Madzia_ się temu skrycie przyglądam i uśmiecham na widok rozmów i szczęścia bogów. I tak jak teraz staram się spisać to wszystko w formie mitu, który będzie lekturą po wszeczasy.