|
- VRONKA THE STORY -
PART I
Chowając moje incognito do drewnianej szufladki, łapię w moje skrzydła pióro i przystępuję do wykładu pod intrygującym tytułem: "Ja".Do działu nicków "Zwierzyniec" zaliczam się stosunkowo od niedawna. Zmutowało mnie na skutek barwnej wyobraźni, a może po prostu zwykłej literówki, Lewaloff. :-)
Opowiedzieć moje całe życie jest jeszcze ponad moje marne siły - ja tylko mały, bidny zwierzaczek... :-) Jednakże coś z siebie trzeba wykrakać, więc może troszkę podstawowych faktów.
Ponad szesnaście lat temu, dokładnie w lutym 1983 roku, na świat wyjrzało coś takiego małego, niepozornego, po czym zachłysnęło się powietrzem i wydało z siebie gromki krzyk.
Małe Coś rosło sobie zdrowo, bawiło się ładnie w piaskownicy, szokowało rodzinę i sąsiadów, wierciło dziury w ścianie nożyczkami, zapominało parasolek w autobusach, niszczyło sukienki na pobliskich drzewach - jednym słowem prowadziło błogi zywot. :-) A potem nadeszła szkoła... :-)
Małe Coś pewnego razu spojrzało w lustro i zobaczyło, że wcale już nie jest takie małe - ma, bagatelka, prawie 180 cm wzrostu... :-)
Nasze Duże Coś trafiło do L.O. w Dębicy, na ukochany profil humanistyczny z poszerzonym językiem angielskim. Póki co jest bardzo zadowolone i na małe ilości matematyki nie narzeka. ;-)
W wolnym czasie uwielbia robić mnóstwo rzeczy, nie zawsze normalnych. :-))). Tych jednak nie wyciągnę z drewnianej szufladki, eksponując raczej te normalne, takie jak czytanie książek, łażenie na długie spacery, rowerkowanie, przeglądanie klaserów ze znaczkami, gapienie się w gwiazdy, zaczytywanie się w ceglastych tomach o astronomii... Rzeczą wartą wymienienia jest też oczywiście przebywanie na IRCu - w początkowo niepozornym, zerowo-jedynkowym świecie, który jednak całkowicie odmienił życie naszego Coś... Ponadto Duże Coś namiętnie słucha muzyki, której wiele ciekawych i fascynujących oblicz odkryło dzięki równie dużemu jej maniakowi i cudnej osobie zarazem (podpowiedź: owad z rodziny Straszykowatych :-) ). Niewinne i nieszkodliwe bazgranie na wszystkim, co wpadnie w ręce, gdy wena nadejdzie to kolejna mania... :-) Związane są z nią nawet nieśmiałe i ciche plany. Ale ciiii... :-)
Niezmiernym szczęściem noszenia miana brata Dużego Coś szczyci się tylko jedna osoba - istota płci męskiej, starsza o 10 lat, przebywająca obecnie za oceanem w kraju hamburgerów i innych takich. ;-)
Uff... tak się rozpisałam o tym czymś, że zapomniałam o dodaniu jednej, być może ważnej rzeczy - Małe i Duże Coś to właśnie ja! :-)))
Ściskaczki i machatki...
C.D.N.