|
Kaniciła - jak mawiają starzy Japończycy
To sem ja PAYONK z Leska - Stolicy Bieszczad
Tak naprawdę to jestem normalny na pierwszy rzut oka, ale wszyscy, którzy poznali mnie osobiscie dobrze, wiedzą, że moja psychika zatrzymała się chyba na poziomie piaskownicy :))). Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie trzeba brać wszystkich tych rzeczy, które wypisuję na serio, aczkolwiek dużo jest w tym prawdy ;)
Może teraz troche bardziej szczegółowych danych o sobie:
Wiek: Póżne lata siedemdziesiąte, dokłaniej - gorące lato 78
Wzrost: Gdzieś tak mniej wiecej, a dokładniej więcej niż mniej, chociaż niekoniecznie.
Kolor oczu: Dwa wiadra błękitu w każdym.
Obwod bicepsa: 47,7cm
Talia: W granicach normy - nic się nie wylewa zza paska na szczęście :))))
*Biust/Klata: Troszku owłosiona, ale umięśniona hihihi (*zaznaczone skreślić)
Co mnie kręci: Latanie, latanie, latanie - zbiram sobie ostatnimi czasy piniondzory na glajta, bo na razie to muszę pożyczać, jak mam okazję, to skaczę na bandżi, nie pogardze także piłką nożną i hokejem (grałem w STS-sie Sanok), w kosza też czasem czochram sobie, no i oczywiście płeć ładniejsza albo piękniejsza, co zresztą nie zmienia faktu, że słabsza :))). Jednym słowem sporty ekstremalne.
Ucho swoje drażnię: Ciężką muzyką, potrosze klasyką, współczesnymi kompozytorami i alternatywnym brzmieniem.
Nie lubię: Dresiarzy, "słodkich blondynek" (noł panik dziewczyny, tu nie chodzi o kolor włosów :))) ), zupy pomidorowej z ryżem, jak mi wysprzątają w pokoju, włochów, rano wstawać, oliwek, miłości w prezerwatywie, chodzenia po sklepach, szpitala (byłem w nim, tylko jak się rodziłem), dentysty, stomatologa :))) Jest jescze troszku innych rzeczy, ale nie wnikajmy w szczegóły.
Do Byka i wszystkich zainteresowanych: Byku i wszyscy zainteresowani (bo szanuję tych, którzy nie chcą mieć nic wspólnego z wojem): służyłem w Marynarce Wojennej na Helu - jednym słowem: byłem MARYNARZEM :)))A tak na marginesie, ostatnimi czasy uzależniłem się od IRCa, a to wszystko przez wstrętnego Badylaka Patyczaka Patyka z Leska. I o dziwo wcale tego nie żałuję. Tylko raz w miesiącu jest bul niesamowity, kiedy trzeba zapłacić rachuneczek. Na początku to koczowałem u niego w chacie po kilka dobrych godzin - przeważnie nocnych :)))
Sajonara - Jak mawiają starzy Japończycy :))