Olimpiada      Jesień
     Patyczak

Jesień tego roku przyszła później niż zwykle. Skończyła się radość ze słonecznych dni, chodzenia wieczorami w koszulce z krótkim rękawkiem, kupowania na targu soczystych, nagrzanych słońcem owoców i pozwalania na to, aby czas przepływał swobodnie między palcami. Ludzie na powrót odizolowali się od innych przestrzenią swoich nie zawsze lubianych klas, biur i publicznych środków transportu, a dnie stawały się coraz to krótsze i krótsze. Chmury coraz bardziej uprzykrzały dzień. I któregoś z takich szarych, nadzwyczaj pospolitych dni pewien chłopiec włączył komputer, a jego płaski prostokąt przemówił do niego swoim nienaturalnym, nieco niebieskawym światłem.

Chłopiec poczuł się nieco zagubiony i nie do końca rozumiał pojawiających się na tym prostokącie znaków, liter, obrazów. "...***join...***part....***join....***part..." Te pojawiające się napisy nic mu z początku nie mówiły, ale im dłużej im się przyglądał, tym bardziej zaczynało go to fascynować. Zaczął poznawać coraz to więcej podobnych mu osób i czas spędzony przed ekranem komputera nie wydawał się już być takim pustym. Jednak chłopiec, szukając nowych znajomych, coraz częściej natrafiał na osoby niegodne jego uwagi, które sprawiały mu mniejsze i większe przykrości utrudniając mu rozmowy z innymi i wyłączając na odległość jego komputer.
Dlaczego oni tacy są? - pomyślał chłopiec - Przecież chyba wszyscy tutaj chcą spotykać się z innymi, bawić się, wygłupiać i dzielić się tą radością z innymi?... Nie rozumiał, że niektórzy przychodzili tam tylko po to, żeby zrobić innym przykrość i nie zawsze zdawali sobie do końca sprawę, że tam po drugiej stronie znajduje się ktoś, kto naprawdę przejmuje się pojawiającymi się na ekranie napisami, obrazami i innymi nie do końca realnymi rzeczami.

Mimo tych wszystkich nieprzyjemności zaczął coraz więcej czasu spędzać na klawiaturowych i mikrofonowych rozmowach kosztem rozmów z domownikami i innymi ludźmi spotykanymi na co dzień. Przestał też przemawiać do swojego psa, z którym zwykł był wychodzić co wieczór na spacery. Oczy psa stały się smutne.

Minęły prawie niezauważalnie, oświetlone nieco niebieskawym światłem kolejne zimy, wiosny. Nastało upalne, nadzwyczaj długie lato. Jednak dni nadal mijały, a chłopiec,   mimo że stał się bardziej dorosły i samodzielny, nadal rozmawiał z innymi ograniczony metrażem swojego pokoju. Koledzy z jego dawnej szkoły powoli zaczęli o nim zapominać, ludzie z sąsiednich ulic, widząc go, zaczynali się pytać "kto to?...", a on starał się tego nie zauważać.

Jednak pewnego dnia pies o nieco już posiwiałym pysku przyszedł do pokoju chłopca i popatrzył mu głęboko w oczy swoimi smutnymi, lekko już zmętniałymi oczami. Chłopiec odwzajemnił spojrzenie, a potem spostrzegł, że za oknem przelatuja liście. Miały już ten charakterystyczny ciepło-karmelowy kolor.

To już?...- pomyślał.

Jesień tego roku przyszła później niż zwykle. Skończyła się radość ze słonecznych dni, chodzenia wieczorami w koszulce z krótkim rękawkiem, kupowania na targu soczystych, nagrzanych słońcem owoców i pozwalania na to, aby czas przepływał swobodnie między palcami. Ludzie na powrót odizolowali się od innych przestrzenią swoich nie zawsze lubianych klas, biur i publicznych środków transportu, a dnie stawały się coraz to krótsze i krótsze. Chmury coraz bardziej uprzykrzały dzień. I któregoś z takich szarych, nadzwyczaj pospolitych dni pewien chłopiec wyłączył komputer, nałożył kurtkę, wziął smycz i nieco już zmęczonym krokiem wyszedł z psem na spacer.

Powrót