|
Burza za oknem ucichła. Pozostał po niej jedynie ślad w postaci deszczu, obficie sączącego się z czarnego, nocnego nieba. Od godziny pochłonięty byłem rozmyślaniami na różne tematy. Taka aura, jak ta dzisiejszej nocy, zawsze skłaniała mnie do refleksji. Moja romantyczna dusza przemierzała ogrody fantazji, odwiedzała światy zaszyte w otchłaniach mojej wyobraźni, światy pełne radości i goryczy, pełne tęsknoty i wspomnień. Szum wody działał na mnie kojąco, wprowadzał w stan półsnu, gdzie rzeczywistość mieszała się z imaginacją, gdzie wszystko trwało w stanie pełnym ładu i doskonałej harmonii.
Oderwałem wzrok od okna i wysunąłem do połowy szufladę biurka. Na samym jej dnie leżało zdjęcie. Jej zdjęcie. Pamiętam, jak wiele razy wcześniej godzinami się w nie wpatrywałem. Zawsze wtedy, gdy była daleko, zawsze wtedy, gdy było mi jej brak... Wtedy tak nagle, nieoczekiwanie pojawiła się w moim życiu – pamiętam jak dziś. Wtedy też była piękna, czerwcowa noc...
Tego dnia wróciłem do domu nieco później niż zwykle. Sam nie wiem, co mnie wtedy napadło, po prostu po wyjściu z pracy naszła mnie ochota na krótki spacer. Czułem wtedy coś, czego nie mogłem wytłumaczyć. To było takie dziwne uczucie, podobne trochę do tego, jakie towarzyszy mi, gdy oglądam zachód słońca lub gdy nocą patrzę na migające wesoło iskierki na tle czarnej, nieprzebranej otchłani. Wiedziałem, że tego dnia coś musi się stać, nie wiedziałem tylko co. Spacer nie przyniósł mi odpowiedzi na to pytanie. Kiedy stanąłem na progu mieszkania, pomyślałem sobie, że być może moje przeczucia mnie zawiodły. Nie spodziewałem się bowiem, że po moim powrocie do domu coś może się jeszcze wydarzyć. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy z tego, w jakim byłem błędzie... Nie sądziłem, że to, co się miało stać, nie stanie się w rzeczywistym świecie, ale w świecie Internetu, w świecie rozmów na IRC.
Nie zwróciłem wtedy na nią szczególnej uwagi. Ale ona cały czas tam była, ukryta za swoim nickiem. Całkiem przypadkiem zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. To była niezbyt długa rozmowa, o wszystkim i o niczym. Dowiedziałem się, że mieszka w sąsiednim mieście, że z IRC ma do czynienia od kilku miesięcy. Pamiętam, że już wtedy coś mnie w niej ujęło. Sam nie wiem co, w końcu to był tylko IRC. A może po prostu nie doceniałem potęgi tego medium?
Od tamtego dnia wiele razy spotykaliśmy się w sieci. Rozmawialiśmy ze sobą całymi godzinami, często do późna w nocy. Zafascynowało mnie jej wnętrze, jej niezwykła osobowość. Była niesamowita, jedyna w swoim rodzaju. Pewnego razu zapytała mnie, czy nie zechciałbym wpaść do niej na małe przyjęcie urodzinowe. Zgodziłem się chętnie i przy okazji uświadomiłem sobie, że nie wiem, ile ona ma właściwie lat. Jakoś nie spytałem ją o to do tej pory. Ze śmiechem odparła, że dwadzieścia.
Podróż nie trwała długo. Bez trudu znalazłem właściwy adres. Stanąłem przed drzwiami i nacisnąłem przycisk dzwonka. Nie byłem pierwszy, jak można było wywnioskować z gwaru dochodzącego z wnętrza domu. Po chwili drzwi się otworzyły i zobaczyłem ją... Była jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Przywitała mnie rozbrajającym, szczerym uśmiechem.
Przez cały wieczór nie mogłem oderwać od niej oczu. Była po prostu śliczna, wyglądała jak anioł. W realnym świecie okazała się jeszcze bardziej ujmująca, jeszcze bardziej fascynująca. Przyjęcie urodzinowe biegło swoim rytmem. Oprócz mnie było jeszcze parę osób z IRC, które znałem – ale ja i tak, bez przerwy, ślepy na wszystko wokół, szukałem jej wzrokiem wśród wielu innych twarzy, na jej osobie koncentrowałem całą swoją uwagę... Uczucie, które towarzyszyło mi od momentu mojego pojawienia się tutaj, musiało zostać w końcu nazwane po imieniu. Zakochałem się w niej. Zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia...
Byłem mile zaskoczony, gdy po tygodniu zapytała mnie, czy mam ochotę ją odwiedzić. I tak oto parę dni później znowu stałem pod drzwiami jej mieszkania. Tym razem jednak byliśmy tylko my dwoje – ja i ona.
Rozpoczął się jeden z najszczęśliwszych rozdziałów mojego życia. Spędzaliśmy ze sobą wiele czasu. Pamiętam dokładnie te wszystkie cudowne chwile, jakich razem doświadczyliśmy, pamiętam dobrze tę radość płynącą z bycia razem, pamiętam czas spędzony na oczekiwaniu na kolejne spotkanie... Widywaliśmy się tak często, jak to tylko było możliwe. Świat nabrał dla mnie blasku, byłem całkowicie pochłonięty miłością do niej. Czas mijał i mijał, a ja nie spodziewałem się nawet w najgorszych koszmarach tego, co miało wkrótce nastąpić.
Musiałem wyjechać na dwa miesiące za granicę. Z powodu nawału pracy nie miałem zbyt wiele czasu na IRC. Starałem się telefonować tak często, jak to tylko było możliwe i cierpliwie czekałem, aż nadejdzie czas powrotu do domu. Wszystko zdawało się być dobrze, a upragniona chwila była coraz bliżej. Wtedy właśnie stało się coś, co mnie zaniepokoiło. Moja perełka zmieniła się. Nie cieszyła się jak kiedyś, że do niej dzwonię, była jak gdyby wyprana z poczucia humoru. W czasie rozmów telefonicznych niczego się nie dowiedziałem, twierdziła, że wszystko jest w porządku. Dopiero po powrocie dowiedziałem się, o co tak naprawdę chodziło.
Tuż po przybyciu do kraju spotkałem ją na IRC. Powiedziała, że musi ze mną porozmawiać. Krótko potem przyjechała do mnie. Już sam wyraz jej twarzy nie wróżył niczego dobrego. Potem były jakieś teksty o tym, że jest jej bardzo przykro, że nie chciała, aby tak się stało, że to była pomyłka i że to jej wina. Nie pamiętam dokładnie, co wtedy mówiła, ale pamiętam jak długo nie mogło to do mnie dotrzeć. Podziękowała mi za wszystkie chwile spędzone razem i znikła. Nie podała nawet żadnych konkretnych przyczyn. Ot tak, skończyła ze wszystkim. Musiałem się dowiedzieć, musiałem poznać prawdę, znaleźć powód tego, co się stało...
Teraz tak naprawdę nie wiem, czy ona mnie kiedykolwiek kochała. Może myślała cały czas tylko o nim? Musiał dla niej wiele znaczyć, skoro tak łatwo mu przebaczyła, kiedy zdecydował się do niej wrócić. Czy więc przez ten cały czas traktowała mnie tylko jak zabawkę? Może miałem jedynie pomóc jej zapomnieć o tamtym? A może to było coś innego? Nie szukałem już odpowiedzi na te pytania. Od tamtej pory nie rozmawiałem z nią ani razu.
Tak, to bolało. Bolało i to bardzo. Wydawało mi się, że sobie z tym poradziłem. Jednak za każdym razem, w każdej chwili takiej jak ta, wiedziałem, że to nieprawda. Kochałem ją nadal, jednak patrzenie na jej zdjęcie zadawało mi teraz wyłącznie ból, w takim samym stopniu, jak kiedyś dawało mi szczęście...
Deszcz za oknem przestał padać. Zrobiło się cicho i chłodno. Czasami tylko do środka pokoju dostawały się pojedyncze odgłosy miasta. Miasto... Ono jak zawsze żyło swoim własnym życiem, tak doskonałym, bo tak niezależnym od pojedynczych ludzi. Wróciłem do rzeczywistości. Moje oczy w dalszym ciągu wpatrzone były w jej zdjęcie. W pewnym momencie wyciągnąłem rękę i sięgnąłem w głąb szuflady. Poczułem dotyk zimnego, stalowego przedmiotu. Chwyciłem go w swą dłoń i trzymałem tak przez chwilę, po czym wypuściłem go, gwałtownym ruchem cofnąłem rękę i zatrzasnąłem szufladę. Tak... Chyba tylko to jedno mnie wtedy powstrzymało. Ta jedna myśl. Chciałem poznać przyszłość – chciałem ją poznać bez względu na to, co miałaby ona ze sobą przynieść.
I ty możesz zostać opublikować swój tekst w Olimpiadzie. W tym celu wyślij stworzony przez siebie, związany z IRC-em, artykuł na adres olimp@kki.pl. Jesteśmy także otwarci na propozycje stałej współpracy.