|
W ciszę szkolnego korytarza z wrzaskiem wdarł się ekstatyczny i radosny dźwięk szkolnego dzwonka. Na odzew nie trzeba było długo czekać. Już po chwili podłoga jęknęła z bólu, deptana nogami dziesiątek uczniów, starających się czerpać maksymalną przyjemność z faktu istnienia tych dwudziestu minut przerwy między jedną a drugą lekcją, w godzinach południowych słotnej jesieni 1999 roku.
Uczniowie klasy czwartej “d” również z charakterystycznym dla nich hałasem iłoskotem, gwarem i śmiechem opuścili zajmowaną od dwu godzin lekcyjnych pracownię matematyki i informatyki. Jednak w cichej teraz i pustej pracowni, przy jednym z komputerów z dostępem do Internetu siedział zgarbiony i pochylony nad monitorem chłopiec. Już od prawie dwóch godzin wpatrywał się rozognionym wzrokiem i wypiekami na twarzy w napisy pojawiające się na ekranie, jego umysł już od dawna zapomniał, że ciało znajduje się w szkolnej pracowni.
– Bermecy! – wołanie zbiegło się w czasie z mocnym i nie znoszącym sprzeciwu szarpaniem za ramię – Bermecy, głupku! Wstawaj! Pobudka! – z przeraźliwym “wzzzzzit” umysł został na powrót wessany w ciało, które powoli i niechętnie odwróciło się w stronę dobiegającego głosu.
– Czego... – spytał, jakby wyrwany z najpiękniejszego w życiu snu do szarej rzeczywistości, ale zaraz poprawił się i przyjął na powrót swój typowy ton – Co się stało, Wodzu?
– Już od dwudziestu minut piszemy sprawdzian z anglika, a ty tu siedzisz i bawisz się jakimiś głupotami! – wyrzucił mu napominającym tonem wysoki blondyn o długich, upiętych z tyłu w kucyk włosach – Chcesz zarobić pałera, czy co?
– Tylko nie głupotami – Bermecy zdawał się nie zwracać uwagi na wiadomość o sprawdzianie, ani o grożącej jedynce, za to fragment o głupotach usłyszał doskonale - Nie znasz się na tym, więc nie wypowiadaj swojego zdania... i zostaw mnie w spokoju - po czym na powrót zatonął w morzu zwanym IRCem. Uderzenie otwartą dłonią w potylicę na nowo przywróciło go światu.
– Powiem ci to kodem językowym twego poziomu – Wódz rozcierał dłoń, bolącą od niemiłego kontaktu z głową Bermecego – Teraz Bermecy sprawdzian – Bermecy piątka. Teraz Bermecy IRC – Bermecy pała. Chwytasz?Widok Bermecego siedzącego przy komputerze kilka nieraz godzin bez najmniejszej choćby przerwy nie dziwił już nikogo. Nieraz pytali go, czemu siedzi tam i rozmawia z komputerem: “Nie rozmawiam z komputerem! Rozmawiam z ludźmi! Prawdziwymi ludźmi, którzy prawdziwie cieszą się i smucą, którzy lubią słuchać tego, co ktoś, nawet taki jak ja, ma do powiedzenia, którzy potrafią przyjąć z otwartymi ramionami i otwartym sercem kogoś, kogo nigdy nie widzieli ani nie słyszeli”. Wódz i paru innych kolegów szydziła z biednego świra, który do dotychczasowych objawów ciężkiej choroby psychicznej dodał jeszcze rozmawianie z komputerami. On też nie próbował zmieniać ich zbytnio.
Był jasny, słoneczny dzień, jeden z ostatnich tak pięknych tej jesieni. Poszukując ulotnego czaru, jaki dałoby połączenie pogody, przyrody i pięknej architektury, Bermecy wybrał się do parku. Niebo było gdzieniegdzie załatane białymi kłębkami, które uprzejmie pozwalały się układać na dłoni i głaskać po grzbiecie. Drzewa szumiały starą, zapomnianą balladę o tych niezniszczalnych chwilach w życiu, do których lubił tęsknić, siedząc w zadumie na ławeczce na wprost bramy wjazdowej do zamku. Ludzie, którzy tam przyszli, najwyraźniej rozmyślnie wybierali takie ścieżki, by jak najmniej przeszkadzać mu w rozmyślaniach. Jednakże, gdy właśnie zaczynało mu się udawać wciągnąć do rozmowy przycupniętą obok jego ławki wiewiórkę, usłyszał obok drwiący śmiech:
– Domyślałem się tego. Prawdziwy świr ze wszystkim próbuje rozmawiać – Wódz usiadł obok niego na ławce – Ze zwierzętami, ptakami, nawet z komputerami...
– Ja nie rozmawiam z komputerami... to znaczy, nie na IRCu... wtedy rozmawiam z ludźmi, mówiłem to już... – Bermecy był zły, że ktoś przerwał mu rozmyślania
– Sorry, Bermek – Wódz zaczął odwijać warstwy białej bawełny, wśród których znajdował się prawdziwy powód “napaści” – mógłbyś... mógłbyś mi opowiedzieć co o tym IRCu?
– Eee... jasne – odparł zdziwiony Bermecy. Wódz słuchał, wstrzymawszy oddech, żeby nawet najlżejszym hałasem nie przerwać wspaniałej opowieści...Na drugi dzień, na lekcji informatyki, klasa zdziwiła się i przeraziła nie na żarty, gdy oprócz Bermecego, jeszcze jedna osoba nie oderwała się przez cały czas trwania lekcji od swojego komputera. Był to Wódz, który właśnie odkrywał tajemnice IRCa, do których kluczyk dostał dzień wcześniej od kogoś, kto miał w szkole nieposzlakowaną opinię wariata i świra. Zachęceni tym wkrótce do dobrodziejstw, jakie niesie ze sobą to medium, dosiedli się kolejni i kolejni i kolejni... Wkrótce na lekcjach informatyki ircowała cała klasa, szkolna sieć jęczała ssana niemiłosiernie przez uczniów chcących poznać i zrozumieć choć trochę ten tajemniczy i pociągający świat. Po przeprowadzonej przez Bermecego lekcji, dotyczącej tego właśnie zagadnienia, do grona ircujących dołączyła osoba, która była jednym ze starszych ircowników – Galois, nauczyciel matematyki i informatyki, jednakże wkrótce opuścił ten zakątek z nieznanych powodów (wtajemniczeni mówią, że sprawczynią tego stanu rzeczy była pewna dziewczyna, która nie chciała umówić się z nim na randkę). Szkolne koło informatyczne zmieniło się, dzięki zamachowi stanu przeprowadzonemu przez Bermecego, w koło ircowe, na które teraz przychodziło więcej osób, niż kiedykolwiek dotychczas.
Jednakże teraz ma wielkie wątpliwości ten, który tu opowiada historię swojej, po części zakończonej sukcesem, walki o nowe zastępy ircujących. Bo przecież nie może wiedzieć czy dobrze zrobił, dając im z jednej strony wspaniałą możliwość obcowania z czymś, co na zawsze zmieni ich życie, możliwość rozmawiania, śmiania się, płakania, przeżywania wielu szczęść i nieszczęść z ludźmi takimi samymi jak oni – a zarazem diametralnie innymi, a z drugiej strony odbierając każdą wolną chwilę, mnóstwo pieniędzy, a często powodując niezrozumienie ze strony innych ludzi. Teraz, po zakończeniu szkoły, jak nigdy nękają go te wątpliwości. Nie może jednak znaleźć ani jednego argumentu, który jednoznacznie przesądziłby sprawę czy dzieło jego było w istocie nawracaniem ludzi do lepszego, wspanialszego życia, czy też ich kuszenie i wciąganie na drogę, z której nie ma ucieczki, a która prowadzi zgubną ścieżką ku Pustce.
I ty możesz zostać opublikować swój tekst w Olimpiadzie. W tym celu wyślij stworzony przez siebie, związany z IRC-em, artykuł na adres olimp@kki.pl. Jesteśmy także otwarci na propozycje stałej współpracy.