Olimpiada      Impresja
     Gabi

Ircowa miłość to bezustanna tęsknota, subtelna abstrakcja w swej najczystszej postaci, ulotne marzenie niknące wśród natłoku myśli... bicie serca tłumione trzaskiem uderzanych klawiszy, nieodgadnione uczucie skradające się do człowieka znienacka, mierzące go swym wieloznacznym spojrzeniem, by w chwili nagłego ataku olśnić go swym pięknem i potęgą. Ukryta wśród misternej gmatwaniny wystukiwanych słów, przyobleka się w maskę utkaną z ludzkich wyobrażeń... ukrytych pragnień i nadziei.

Ircowa miłość to walka, nieustanna batalia z czasem, przestrzenią i zapomnieniem. Jest osobliwym paradoksem, który sobie tylko znanym sposobem realną odległość przemienia w szczególny rodzaj bliskości, pozorną anonimowość - w głębokie zrozumienie. Niekiedy dręczy człowieka, opierając się wszelkim próbom klasyfikacji, drwiąc z bezskutecznego wysiłku badaczy próbujących uchwycić jej naturę. Zamiast odpowiedzi na setki nie wypowiedzianych pytań ofiarowuje chwile szczęścia, którego nikt nie potrafi zmierzyć ani ocenić. Owa nadzwyczajna atmosfera otaczająca ircowe uczucia wyzwala niekiedy mimowolną obawę, że zmiany, które spowoduje zetknięcie z realnym światem, będą zbyt gwałtowne i śmiertelnie niebezpieczne dla zjawiska na wskroś kontrastowego, zawierającego w sobie przedziwną mieszaninę delikatności i siły. Trudno odgadnąć, jaki wpływ wywrą zbyt silne zmiany na coś, co z natury pozostaje zagadką, co tkwi na pograniczu dwóch światów, głębiej - w tym nierealnym. W świecie, w którym docenia się każdy najdrobniejszy szczegół, każdy gest, który w realnej rzeczywistości nie doczekałby się zauważenia, w świecie, gdzie nikną wszelkie bariery, kamienne mury przez lata budowane przez ludzi wokół siebie, gdzie rozmywają się równoległe ścieżki, którymi większość nakazuje kroczyć każdemu, kogo przypadkiem napotka na swej drodze, w świecie, który niekiedy wydaje się być bardziej prawdziwy niż to, co otacza... lub przytłacza... człowieka na co dzień.

Gdzieś wśród plątaniny łączy, w rzeczywistości, w której czas odmierzają nie lata lecz telefoniczne impulsy miłość rodzi się podobnie jak człowiek, rozwija się, a niekiedy w ślad za człowiekiem umiera... I tylko w głębi duszy pozostaje nadzieja... bezszelestne pragnienie nieśmiertelności. Coś nierealnego? Być może... lecz czasem oprócz tej naiwnej wiary nie pozostaje człowiekowi zbyt wiele...

Powrót