|
Hmm... No cóż....
Byczek, czyli jakby na to nie patrzeć ja, został postawiony pod ścianą. Pewnego pięknie zapowiadającego się dnia na kanał, który nie wiedzieć czemu nazywa się Olimp, zawitał Droid. Przywitałem się z nim jak zwykle miło i uprzejmie. Ale on po chwili stwierdził, że ma do mnie sprawę i wywołał mnie na query. Serce zabiło mi gwałtownie i w jednej chwili przypomniałem sobie całą swoją olimpową karierę. Pomyślałem: "kurczę przecież żadnej kichy nie odwaliłem". Nie uspokoiło mnie to jednak i drżącą dłonią przełączyłem się na query z Droidem.
Dalej wypadki potoczyły się błyskawicznie. Po kilku minutach wzajemnych uprzejmości i okazywaniu sobie wzajemnego szacunku czyli "cze, jak leci, co robisz, ile masz lat, gdzie pracujesz, skąd jesteś" (o, sorry, takie gadki nie z nim), zaatakował mnie. Niby niewinnie zapytał "kiedy napiszesz coś na Olimp?". Wtedy zamarłem z przerażenia. A więc nie myliłem się - te początkowe uprzejmości miały tylko uśpić moją czujność. Nie okazując wzrastającego zdenerwowania odpowiedziałem, że wcale nie napiszę, bo nie mam zdolności. Na to on stwierdził, że to on o tym zadecyduje czy mój artykuł nadaje się do publikacji. Pomyślałem "kurczę, czemu on chce mojego blamażu, przecież do tej pory wydawało mi się, że nie wchodzę mu w drogę i gdy zjawiał się na kanale schodziłem do cienia, aby nie wyrzucił mnie z kanału za moje głupie wypowiedzi".
Nawiasem mówiąc, czuję, że na kanale jest kilka osób, które słysząc moje niektóre odzywki z przyjemnością by mnie zastrzeliły. I są to zarówno osobniczki płci przeciwnej do mojej jak również i osobnicy, którzy noszą coś w pewnej części garderoby. Ale na razie się tym nie martwię, ponieważ wszyscy ci ludzie mieszkają poza Łodzią, a ja przezornie nikomu nie podaję swoich prywatnych namiarów :))). Przezornego Pan Bóg strzeże :))).
Ale może wróćmy do głównego wątku mojego opowiadania. Speszyła mnie jego odpowiedź, ale nie dając niczego po sobie odczuć palnąłem, że moje życie jest za nudne by jeszcze komuś zawracać głowę moimi problemami. On powiedział "ale jednak napisz". Nie przeczuwając kolejnego podstępu zgodziłem się. Prawdę mówiąc nie miałem innego wyjścia. Zagroził mi wykluczeniem z grona olimpijczyków w razie odmowy :))). No więc zgodziłem się. I w tym momencie mój prześladowca czując, że mój opór słabnie powiedział "ale to musi być związane z Olimpem". I muszę wam powiedzieć, że ma on szczęście, że nadaje z Wałbrzycha, bo gdybym go złapał w swoje ręce to by było po jego droidowym życiu. Dobrze się złożyło, że w tym momencie byłem sam w pracy, bo mógłbym zrobić komuś krzywdę. Nie dosyć, że zgodziłem się na artykuł (pomyślałem, że napiszę kilka słów z mojego długiego życia) to okazało się, że to ma być związane z Olimpem. To przekracza mój intelekt, ale nie mam wyjścia - zgodziłem się.
Sorry, chwila przerwy. Właśnie skończyła się płyta Kasi Nosowskiej i muszę włączyć drugą, bo bez tego nie ma szans na dalsze pisanie. Ta wykonawczyni nastawia mnie do życia optymistycznie, a przy pisaniu tego artykułu to mi jest bardzo potrzebne.
No więc Droid przeczuwając chyba moje samopoczucie powiedział "pomyśl o tym, ja muszę spadać". Cwaniaczek, usunął się w cień - pomyślałem. Gdyby On wiedział, że przez dwie noce nie mogłem przez to spać. Przecież obiecałem, że napiszę, więc nie mogłem się wycofać. Niezwłocznie skontaktowałem się z moją ekstra przyjaciółką z Olimpu, by ją wybadać, co ona o tym sądzi.( Możecie zgadywać o kogo chodzi. Na odpowiedzi czekam pod swoim adresem e-mail. Dla zwycięzcy nagroda: bezpłatne wysłanie na jego adres bomby e-mail. ) No więc ta wspaniała osóbka powiedziała, że to dobry pomysł. Zwariowała - przemknęło mi przez mózg. Ale pomyślałem, że przecież już raz wyciągnęła mnie z tarapatów więc nie chce przecież mojej zguby. Pięknie podziękowałem jej za radę, ale jeszcze nie do końca przekonany zmieniłem temat naszej rozmowy. W podjęciu ostatecznej decyzji pomógł mi mecz Widzewa Łódź, a właściwie powrót z tego wygranego widowiska. Ponieważ miałem po meczu dobry humor, stwierdziłem, że mogę coś napisać - i tak przecież wszyscy ze mnie się śmieją.
O kurczę skończyła się druga płyta :(. Co ja teraz puszczę. Hehe - już wiem . Mam przecież na stanie płytę HEY :). O już leci... Piękna muzyka.
Na czym to ja skończyłem?... A, mówiłem o tym, że więcej się śmiać już ze mnie nie można. Więc w moim małym móżdżku obmyśliłem zarys tematyczny artykułu. I muszę wam się przyznać, że miałem napisać o czym innym a napisałem zupełnie nie na obmyślony temat :). A to oznacza, że jeżeli władca Olimpu upubliczni mój artykuł to napiszę następny. Już wtedy będzie na właściwy temat. Na tym kończę już tę farsę, bo ośmieszać to się mogę, ale do czasu.
Autor artykułu nie bierze odpowiedzialności za ewentualne szkody intelektualne czytających. W sprawie roszczeń i odszkodowań za wynikłe urazy psychiczne i fizyczne czytelników proszę kontaktować się z Droidem, który jest odpowiedzialny za powstanie niniejszego artykułu. Jednocześnie pragnę poinformować ewentualne osoby, które chciałyby pozwać mnie do sądu w sprawie odszkodowań za stracone zdrowie, że nie wygrają ze mną, ponieważ chroni mnie legitymacja poselska, a gdyby to nie pomogło to przecież mam zielone papiery.
Artykuł napisany prywatnymi dłońmi Byczka na jego prywatnym sprzęcie komputerowym.
Z głębokim szacunkiem Robert Szostak (C).