Olimpiada      Spotkanie
     vronia

- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne? - zapytała, uśmiechając się nieśmiało. Poprawiła plecak na ramieniu.
- Tak - odparła młoda dziewczyna, a reszta swym wzrokiem się z nią zgodziła. Ona uśmiechnęła się znowu nieśmiało, wyciągnęła z plecaka książkę, po czym usiadła. Rozejrzała się ciekawie dookoła.

Młoda dziewczyna mrugnęła do niej wesoło, co bardzo ją zdziwiło. Nie spodziewała się takiej bezpośredniości. Spojrzała na nią niepewnie, lecz po chwili uśmiechnęła się ciepło i przerzuciła wzrok na siedzącą obok staruszkę z małym chłopcem na kolanach. Malec ssał z zapamiętaniem lizaka i uśmiechał się do wszystkich, a może tylko do siebie. Staruszka patrzyła na niego z czułością i gładziła jego małą, pucołowatą rączkę swoją, jakże dużą i starą przy jego, dłonią. Raczej nie zareagowali na jej długie spojrzenie. Jej uwagę przykuło też małżeństwo, nie zwracające na nikogo uwagi - oprócz siebie nawzajem. Szeptali coś i duchem byli zupełnie gdzie indziej - kolejny miesiąc miodowy? Westchnęła.

Ostatnią osobą był młody mężczyzna. Siedział przy oknie, za którym topił swój wzrok. W dłoni luźno trzymał książkę, która już dawno odeszła w zapomnienie na rzecz mieniących się barwnie drzew i pól. Krajobraz oglądany po raz kolejny zwyciężył nad opisywanym. Musiała się wpatrywać w niego nad wyraz intensywnie, bo nagle drgnął, ocknął się i odwrócił głowę w jej stronę. Patrzył pytająco. Ona odruchowo sięgnęła po książkę i udawała, że czyta.
"Jak dziecko...", westchnęła w myśli, wędrując po literkach, których zupełnie nie potrafiła złożyć w jakąś kształtną całość. Odważyła się zobaczyć znad książki, co robi jej intrygujący pasażer i zaraz znowu natknęła się na jego oczy, wycelowane prosto w nią. Powróciła do literek, rumieniąc się lekko. Nerwowo przewróciła kartkę. Usłyszała cichy śmiech bezpośredniej dziewczyny.
"Czyli aż tak głupio się zachowuję?", pokiwała smętnie głową i przerzuciła kolejną kartkę. Cichutki śmiech nadal rozbrzmiewał w jej głowie.

Pociąg zatrzymał się gwałtownie na stacji, wytrącając jej przy okazji książkę z rąk. Jasne kartki z szelestem rozsypały się po przedziale, odwracając na chwilę uwagę małżeństwa od siebie i staruszki od wnuczka. Rzuciła się do ich zbierania. Nie ona jedna wpadła na ten pomysł - poczuła to bardzo wyraźnie w chwili, gdy stuknęła głową o głowę swojego intrygującego pasażera. Jęknęła i mimowolnie sięgnęła ręką do obolałej części ciała.
- Przepraszam - powiedzieli równocześnie, po czym roześmiali się.
- Pomogę pani - zaproponował natychmiast, a ona tylko kiwnęła głową, uśmiechając się na swój bardzo charakterystyczny sposób. Cichy śmiech młodej dziewczyny trochę stłumił ten uśmiech, a przynajmniej sprawił, że nutka niepewności zabrzmiała w nim wyraźniej. Pozbierali wszystkie kartki, poukładali je, wesoło komentując. Kompletnie zapomniała o wcześniejszym skrępowaniu. Zapomnienie ma w sobie czasem niesamowitą moc...
- Michał jestem - powiedział nagle. Ona też się przedstawiła i podała mu rękę.
- Michał... - powtórzyła cicho, a on uśmiechnął się twierdząco. To imię przywodziło jej na myśl Przyjaciela, którego znała tylko z rozmów na IRCu i z długich listów, pisanych często do późnej nocy. Byli od siebie tak daleko, a jednak tak blisko.

Z tego rzewnego zamyślenia wyrwała ją chichocząca wciąż dziewczyna. Pytała, na jakiej stacji pociąg ostatnio się zatrzymywał.
- Skierniewice - rzuciła nieprzytomnie, a dziewczyna podziękowała i po raz drugi mrugnęła do niej wesoło. Odmrugała - teraz tamta spojrzała zdziwiona, z iskierką zadowolenia i uznania. Wróciła do Michała. Rozmowa z nim szła gładko. Z każdą chwilą coraz bardziej kojarzył się jej z tym Przyjacielem.

"A jeśli to On?", przebiegło jej przez głowę, lecz zaraz też odrzuciła tę myśl jako niedorzeczną. Przed oczami wyobraźni przewinęło się jej prawdopodobieństwo takiego spotkania - ujrzała przerażającą liczbę, która sama w sobie wykluczała taki przypadek.
Zielone oczy, ciemne włosy, lubi wycieczki rowerowe i herbatę malinową... - wyliczała sobie i przekonanie o tym, że to naprawdę On, wciąż rosło.
- To moja stacja - powiedział i spojrzał smutno.
- Już...? - zapytała naiwnie. Nie chciała, żeby odszedł. On tymczasem ściągnął z półki swój zielony plecak i skierował się do wyjścia.
- Do widzenia - uśmiechnął się do niej.
- Poczekaj - zerwała się, podeszła do niego i rzuciła w rozpaczliwej nadziei - czy mówi ci coś kanał #Olimp?
Jego rozszerzające się z zdziwieniu oczy i wydukane "nie" rozwiały jej już całkiem duże przekonanie. Myliła się.
- Aha... No nic, do widzenia - wyszeptała i wolno opadła na miejsce. Pociąg szarpnął, hamując.

Nagle śmiejąca się wciąż dziewczyna wstała.
- Vronia? - zapytała z całkiem poważną miną.
- Tak... Skąd wiesz?! - teraz ona rozszerzyła źrenice w niebotycznym zdumieniu.

- Ja też uwielbiam herbatę malinową - podpowiedziała, a ona już wiedziała, że ma przed sobą swoją najlepszą koleżankę z Olimpu...

I kiedy tak ściskały się uradowane, przerażająca liczba, która sama w sobie wykluczała to spotkanie, skrzywiła się gorzko i szybko czmychnęła...

Powrót