![]()
"IRC to bagno", powiedział pewien mój znajomy. Już prawie miałem mu dać w papę, ale rozmyśliłem się. "Za co miałbym go bić? Przecież miał rację...", zacząłem się zastanawiać. Oczyma wyobraźni widziałem bajorko wypełnione brunatnoszarym, gęstym błockiem, zagubione gdzieś w ciemnym gąszczu, rzadko pozwalającym promieniom światła słonecznego przytulić się do pni starych, pomarszczonych drzew i usnąć, lub dla odmiany w jasnym, radosnym gaiku wśród oświetlonych plamkami światła strzelającego z rumianej twarzy wiecznie zadowolonego jegomościa na nieboskłonie, drzew. Obok przebiegała dość uczęszczana ścieżka. Jedyny symbol wdzierającej się wszędzie cywilizacji, wydeptany setkami kroków i tysiącami dni wśród dziewiczego lasu...
Ludzie, którzy przechodzili tą ścieżką, zwykle nie zwracali uwagi na bajorko, wszakże widzieli je już tyle razy, że nie robiło już na nich wrażenia. Inni, okazjonalni wędrowcy, rzadko uczęszczający tą ścieżyną, przystawali aby popatrzeć w zadumie. Często pojawiali się i tacy, którzy w nagłym przypływie emocji, zachłyśnięci, oczarowani przez las, rzucali się w środek bajorka. Wychodzili jednak szybko, zmieszani, zażenowani, źli na siebie, że dali się omotać pierwszemu lepszemu porywowi serca. Garstka z tych, którzy zanurzali się w błotku, po chwili uświadamiała sobie, że wcale nie spieszy im się z wychodzeniem z powrotem do zwykłego codziennego świata, tak obcego i pustego. Tu, w bagnie, jest cieplutko, miło, okrywająca całe ciało, cudownie lepka maź daje uczucie bezpieczeństwa i ukojenia. Wielu z tej garstki jednak stwierdzało w swej krótkowzroczności i płytkości umysłu, że skoro siedzą już w tym bajorku, miejscu niezbyt licującym ze zwyczajami i obrządkami codziennymi "zwykłych" ludzi, to dlaczego mają się wciąż zachowywać jak ludzie? Rozchlapują błoto na około, rzucają się nim nawzajem, a w swym zadufaniu i dziwnym przeświadczeniu, że oto robią coś świetnego, co się wszystkim na pewno spodoba, uprzykrzają pobyt w bajorku tej małej grupce, ukrytej w głębi, przed wzrokiem nazbyt ciekawskich, małej grupce ludzi, którzy w bajorku siedzą prawie całe życie. Wyśmiewani przez rodzinę, od dawna zapomnieni przez znajomych, przebywających wciąż we własnym towarzystwie, obezwładnieni przez wszechogarniającą czarowną, przyciągającą jak magnes, moc tego nierealnego zakątka Ziemi. Ci szczęśliwi ludzie, brodzący całe dnie po szyję w ciepłej mazi, znają się doskonale, mimo, że nigdy w życiu nie widzieli się nawzajem - bo i jakże dostrzec kogoś, kto cały oblepiony grubą brązową skórką siedzi po szyję w bajorku, osłonięty grubym płaszczem czarnej tajemnicy, rozlanej ponad mało uczęszczanym przez słońce, oddalonym od brzegu obszarem. Tajemnicza, obiecująca pustka rozbrzmiewa echami głosów, śmiechów, gwaru i zgiełku. Ale dla zwykłego śmiertelnika, nawiedzającego ten dziewiczy ostęp, jest to tylko spowity w mrok, może troszkę romantyczniejszy niż inne - ale tylko odcinek drogi, którą czasem wędruje, pchany po świecie przez - różnej maści, wyznania i uczuć względem niego - wiatry przeznaczenia.
Czy, drogi mój czytelniku, zagłębiałeś się kiedyś w ten mroczny, na pierwszy rzut oka, przestwór? Zapewne czyniłeś to wiele razy. Być może nawet należysz do tych, na których - jak powiadają - jakaś nadnaturalna siła, spowijająca to miejsce, rzuciła straszliwy urok. Ludzie prości i zabobonni opowiadają w okolicznych wioskach między sobą, że nieszczęśnik taki raz złapany w sidła straszliwej leśnej czarownicy, nie chce nigdy żyć nigdzie indziej niż w ciepłych, błotnistych objęciach tej wiedźmy urągającej całemu światu ludzkiego rozumu. Czy i Ty wierzysz w te historie, opowiadane dzieciom przez babki w ciepłe letnie wieczory, przesycone zapachem płonącego chrustu, świeżego, wiejskiego chleba, piwa sączonego przez grzejących stare kości przy ognisku włóczykijów i magii? Możesz zaprzeczać lub nie, ale mimo, że z objęć słodkiej leśnej kochanki wyrwać się jest bardzo łatwo, to jednak szczęśliwi, zwiedzeni i oczarowani z własnej woli pozostają wierni tej nowej miłości, i - nawet za cenę dotychczasowego życia wśród bliskich i kochanych - pozostają tam, omotani przez słodką, noc i mgłę kojącą wszelkie bóle tego świata.
Bo nie o to tu idzie, czy można, ale czy warto...
Czy warto wracać do zwykłego, szarego świata, pełnego płytkości i przyziemności ludzkich myśli, mów, uczynków, marzeń, snów; ludzkiej głupoty, zawiści, pychy, skąpstwa, wyrachowania i całego zastępu inszych czartów, mając świeżo w pamięci wołające spojrzenie kochanki, ciepło jej ramion, w których człek rozpływa się jak wosk, a jego troski, niepokoje, skargi i bóle - od razu znikają bez śladu, by nigdy nie wrócić, jej głos, na którego dźwięk kruszą się wszystkie skały i mury okrywające zimne ludzkie serca, a te - wybuchają jak wulkan, potężnym snopem ognia, by już nigdy nie zgasnąć? Czy uciekłszy wprost z czułych objęć cudnej pani, której żadna z śmiertelnych kobiet w niczym nie dorównuje, na powrót otoczony gnuśnością i ubóstwem duchowym tego, co zastaniesz, będziesz szczęśliwy?
Słuchaj mnie uważnie, czytelniku! Czy chcesz każdej nocy śnić ten sam sen - cudne oblicze niedawnej, opuszczonej z własnej głupoty, kochanki, smutne, pokryte drobnymi kroplami, spływającymi powoli po najcudowniejszej na świecie twarzy, odbite w błyszczącej, turkusowej tafli wody? Czy chcesz być prześladowany przez widok tych nieporównywalnych z żadnym innym widokiem na Ziemi oczu, błagalnie patrzących w twoim kierunku, i niemą prośbę, w którą wlane zostało naraz całe ciało i dusza, wszystkie siły i pragnienia?
Ja Ci to mówię, jakem Bermecy, który siedem długich i nieludzko trudnych miesięcy zmagał się z pokusą powrotu. Tylko temu, że przegrałem i wróciłem w objęcia słodkiego kochania możesz zawdzięczać fakt, iż teraz mówię do Ciebie o tym, co chcę ci przekazać.
Idź w pokoju, a rozważ moje słowa, szlachetny wędrowcze!