IRC opanowany przez frustratów?
Aktualności, 06-12-1999

Na łamach grudniowego numeru internetowego miesięcznika Webmaster ukazał się prowokacyjny artykuł Marka Pampucha "Złapani w sieć". Autor tekstu wiesza psy na większości sieciowych usług, oszczędając jedynie pocztę elektroniczną. Serwis Olimp zainteresował najbardziej fragment poświęcony IRC. Oto on:

Kolejną usługą, jaką daje nam Internet jest IRC. Usługa wymyślona w jak najbardziej zbożnych celach - przekształca się ostatnio, moim zdaniem, w globalna wiochę (delikatnie mówiąc). Ton na IRCu nadają frustraci, którzy wyżywają się w przejmowaniu innych kanałów, przeszkadzaniu w rzeczowej dyskusji, wyrzucaniu z kanału według swojego widzimisię czy bezkarnemu obrażaniu innych. Zawężenie kontaktów do znajomych z kanału powoduje zanik podstawowych umiejętności w zakresie normalnego (to znaczy nie za pośrednictwem IRCa) wynajdowania przyjaciół czy partnerów życiowych, bezsensowne tracenie czasu na gadanie o tym samym (przebywając dłuższy czas we własnym sosie wszyscy znają się jak łyse konie), totalne lekceważenie "nowych" (my, IRCowa "elyta", lamerów mamy tam, gdzie pan wiesz, a ja rozumiem) . Prawie całkowita anonimowość IRCa tworzy , niezbyt ciekawą, możliwość gwiazdorstwa. Nie mający o niczym pojęcia osobnik może na przykład udzielać "fachowych" porad. Nic to, że zastosowanie tych porad zakończy się na przykład zniszczeniem sprzętu rozmówcy. Przecież on nie wie, kto JA jestem (po nicku mnie nie znajdzie, zwłaszcza, gdy się telnetowałem albo korzystam z TPSA, która za każdym łączeniem przydziela inne IP). Ktoś zakompleksiony może też na IRCu kreować się na supermana, po to, aby np. poderwać panienkę. Wprawdzie te ostatnie kontakty zazwyczaj kończą się "IRL" (czyli spotkaniem "in real life", a czasem nawet partnerstwem czy małżeństwem), ale zawsze kończą się źle. Pomijam już IRCowe słownictwo, będące zaprzeczeniem wszelkich zasad ortografii i dobrego smaku, czy "wojny skryptowe" interesujące tylko przeciwników, a zniechęcające do korzystania z tej usługi ludzi normalnych.

Wiem, że wielbiciele IRCa nie polubią mnie za to, co napisałem, a tym bardziej za to, co napiszę teraz. Po stwierdzeniu, iż (bez względu na kanał) zdecydowana większość IRCowników to zakompleksieni frustraci i ludzie o wąskich horyzontach - podjąłem decyzję o zmazaniu wszystkich klientów IRCa. Była to decyzja zbawienna. Pomijając pozytywny wpływ na mój poziom adrenaliny - zyskałem nieprawdopodobną ilość czasu, który mogłem przeznaczyć na coś innego.

A oto niektóre komentarze z grupy dyskusyjnej Olimpu:

[Autor artykułu] najprawdopodobniej przyjął siebie za punkt odniesienia, bo zauważył zgubny wpływ Internetu na swoją psychikę.

Kolejną możliwoscią jaką daje na życie jest chodzenie po ulicach. Ten sposób poruszania się przekształca się, moim zdaniem, w powrót do czasów kamienia łupanego. Ton na ulicach nadają ludzie, którzy chcą czasami chodzić lewą stroną, przeszkadzają profesjonalistom w marszu w ściśle określonym celu, przez co uważani są przez nie okrzesaną chołotę za idiotów. Dlaczego mamy się na to zgadzać? Taka bezkarność powoduje zamieszanie w szeregach nas - "porządnych ludzi", a co za tym idzie, zanikanie celów, jakie sobie postawiliśmy. Nie mogąc znieść swojego porządnego nastawienia do ludzi - tych kretynów i wieśniaków - zamurowałem sobie drzwi i postanowiłem nie chodzić ulicami. Jedyną sensowną alternatywą jest chodzenie po domu, gdzie wyznaczyłem sobie już ścieżki, na które nie wejdzie żaden człowiek (czytaj imbecyl).

To tak jak ktoś chlał całe życie, a na końcu rzuca picie i próbuje ruszać w świat ze sztandarem: "alkohol szkodzi zdrowiu".

[mdb]

> Miesięcznik Webmaster
> Marek Pampuch: "Złapani w sieć"

Powrót